Data: 21.2.2011 o 15:03 Kategoria: Internet
Libia odcina obywatelom dostęp do Internetu

Po udanych prze­wro­tach do­ko­na­nych w Egipcie i Tunezji oby­wa­tele ko­lej­nych krajów pół­noc­no­afry­kań­skich chcą pokazać swoje nie­za­do­wo­le­nie z au­to­ry­tar­nych rządów w ich pań­stwach. Za­mieszki w Libii trwają już od jakiegoś czasu i póki co nic nie wskazuje na to, aby Li­bań­czycy mieli za­prze­stać pro­te­stów. Tak jak w przy­padku Egipcjan czy Tu­ne­zyj­czy­ków oby­wa­tele Libii w dużej mierze polegali na in­ter­ne­cie jako na­rzę­dziu do ko­mu­ni­ko­wa­nia się z innymi pro­te­stu­ją­cymi. Rząd Libii zauważył za­gro­że­nie i … odciął kabelek.

Problemy z łączami w Libii pojawiły się już w piątek. W nocy z piątku na sobotę oby­wa­tele tego kraju zostali odłą­czeni od sieci. Wywołało to nie tylko nie­za­do­wo­le­nie ze strony samych pro­te­stu­ją­cych, ale także obawy firm, które aby być sprawnie za­rzą­dza­nymi muszą utrzy­my­wać kontakt z firmami-matkami poza gra­ni­cami państwa.

Po­łą­cze­nia z siecią przez usługi takie jak Hi­de­My­Ass czy Hot­Spot­Shield nie dochodzą do skutku. Rząd sku­tecz­nie za­blo­ko­wał sieć i nie pozwala oby­wa­te­lom na ja­kie­kol­wiek próby dostępu do In­ter­netu. Tym samym pro­te­stu­jący nie mają moż­li­wo­ści ko­mu­ni­ko­wa­nia się z innymi re­wo­lu­cjo­ni­stami na przykład poprzez Fa­ce­bo­oka (Facebook Events), Twittera czy inne portale spo­łecz­no­ściowe. Powtarza się więc sytuacja z Egiptu, kiedy to pro­te­stu­jący ko­mu­ni­ko­wali się za po­śred­nic­twem różnych portali i proceder ten został ukrócony przez rząd Mubaraka.

Na­tych­miast po odcięciu Libii od In­ter­netu w sieci pojawiły się głosy, jakoby znany skracacz linków — bit.ly — miał przestać funk­cjo­no­wać, a linki skrócone za jego po­śred­nic­twem miały wy­pa­ro­wać. Nic takiego nie miało miejsca — jeszcze. Dlaczego jeszcze? Bowiem jeśli w ciągu nie­spełna czterech tygodni w Libii „nie wróci Internet” dostęp do skró­co­nych przez bit.ly od­no­śni­ków może być nie­moż­liwy. Serwery DNS o wyższym prio­ry­te­cie, ob­słu­gu­jące bit.ly znajdują się w Libii. Linki nie „wy­pa­ro­wały” jeszcze tylko dlatego, że firma posiada także serwery DNS w USA i Holandii. Są one jednak ser­we­rami pod­rzęd­nymi, które ak­tu­ali­zują swój stan w stosunku do serwerów głównych, czyli tych znaj­du­ją­cych się na terenie kraju ogar­nię­tego zamieszkami.

Mak­sy­malny czas ocze­ki­wa­nia na po­łą­cze­nie w przy­padku serwerów spoza Libii wynosi 28 dni (wartość SOA usta­wiona na 2419200 sekund). Jeśli w ciągu 28 dni (licząc od piątku) serwery ho­len­der­ski i ame­ry­kań­skie nie uzyskają dostępu do serwerów li­bań­skich, linki skrócone przez bit.ly mogą wygasnąć. Oby tak się nie stało, gdyż przez bit.ly skracane są linki na przykład na Twitterze.

[ź] osnews.pl, antyweb.pl,zdj:wiadomosci.gazeta.pl

Tagi: bitly, libia