Data: 28.2.2011 o 8:17 Kategoria: Software
Stojąc w miejscu cofamy się. Zawsze

Z Apple od zawsze można było brać przykład odnośnie wyglądu mo­bil­nych apli­ka­cji. Poziomem in­tu­icyj­no­ści nadal plasują się w czołówce, jednak powoli zaczyna wy­cho­dzić na światło dzienne ich za­co­fa­nie pod względem in­te­gra­cji z sieciami spo­łecz­no­ścio­wymi, co w dużym stopniu prze­kłada się na uży­tecz­ność. Obok Fa­ce­bo­oka nie da się dzisiaj przejść obo­jęt­nie. Jego pół miliarda użyt­kow­ni­ków kieruje całą swoją ak­tyw­ność w jedno miejsce. Prze­ciętny Kowalski nie dba o to, czy dany serwis za­ofe­ruje mu więcej opcji przy wsta­wia­niu zdjęcia z wakacji, po prostu umieści je tam, gdzie dotrze z nim do zna­jo­mych. Dlaczego więc prze­glą­da­nie zasobów Fa­ce­bo­oka miałoby się odbywać wy­łącz­nie przez przeglądarkę?

Mobilne apli­ka­cje do obsługi obrazów i wideo pisane są z prze­ko­na­niem, że będziemy ich używać podobnie, jak umiesz­czo­nego obok od­twa­rza­cza muzyki. Jest to nad wyraz złudne myślenie. Mogę za­gwa­ran­to­wać, że macie zde­cy­do­wa­nie więcej od­two­rzeń ulu­bio­nego kawałka niż sumy wy­świe­tleń trzech naj­lep­szych zdjęć z wakacji na dysku. Rzecz w tym, że do muzyki możemy wracać i za każdym razem te stan­dar­dowe 3 minuty upłyną przy­jem­niej. Wspo­mnie­nia żyją w nas dłużej. Wątpię, żeby ktoś co drugi dzień uru­cha­miał sobie ot tak, dla relaksu pokaz slajdów zdjęć z dzie­ciń­stwa. Filmy i seriale można wrzucić do tego samego worka, co obrazy, z tym że tutaj zaczyna się walka z gi­ga­baj­tami. Pro­du­cenci na­to­miast nadal utwier­dzają nas w prze­ko­na­niu, że dobrze jest mieć wszystko ze sobą, zawsze i wszędzie, jakoby to mobilne urzą­dze­nie miało służyć archiwizacji.

Trzeba jednak czymś zastąpić te dane. Dzisiaj sieci spo­łecz­no­ściowe pękają w szwach od nowych zdjęć i ko­men­ta­rzy pod nimi. Po co więc roz­dzie­lać apli­ka­cje, jeżeli można je bez­bo­le­śnie połączyć, tak jak choćby de­dy­ko­wa­nego klienta YouTube i od­twa­rzacz filmów, a z nutką Fa­ce­bo­oka stałyby się o wiele chętniej uru­cha­miane. Zespół Palma od początku pracy nad webOS rozumiał, że sedno sprawy leży w in­te­gra­cji. Ich ta­ble­towa apli­ka­cja ob­słu­gu­jąca zdjęcia tylko przy­pie­czę­to­wuje fakt, jak nie­wy­godna może okazać się prze­glą­darka w nie­któ­rych za­sto­so­wa­niach, sama po­bie­ra­jąc albumy zna­jo­mych i ko­men­ta­rze pod nimi.

Apple lekcję z syn­chro­ni­za­cji wzorowo odrobił wy­ko­rzy­stu­jąc iTunes, ale chęć zdo­mi­no­wa­nia rynku spo­łecz­no­ści zawsze była obecna. Po po­cząt­ko­wej fa­scy­na­cji Pingiem zrobiło się o nim dziwnie cicho, a i sam fakt, że nie spieszno mu poza Stany musi coś mówić o samej po­pu­lar­no­ści tej usługi przed­sta­wia­nej jako “Social ne­twor­king for music”. Ze­szło­roczna pre­zen­ta­cja pakietu iLife przy­nio­sła jednak zwrot akcji i przy­chylne spoj­rze­nie w stronę Zuc­ker­berga za pomocą iPhoto, który otrzymał kom­pletną in­te­gra­cję z Fa­ce­bo­okiem. Także i tutaj na­le­ża­łoby szukać ko­lej­nych kroków względem fa­brycz­nie in­sta­lo­wa­nych apli­ka­cji w iOS.

Na początku do­sta­li­śmy klienta maila, który potrafił obsłużyć kilka skrzynek pocz­to­wych. Mamy syn­chro­ni­zu­jące się ka­len­da­rze, nawet w przy­padku, kiedy to nasz znajomy dokonuje zmian w momencie, gdy mu go udo­stęp­ni­li­śmy. Teraz przyszła pora na bardziej przy­ziemne sprawy.

Tagi: Apple, ios, webos