Data: 4.3.2011 o 14:49 Kategoria: Internet
Internet zastępuje świat realny

Kom­pu­tery nie są dla nas żadną in­no­wa­cją. Sprzęt, który gości w naszych domach już od pewnego czasu jest dla nas tak normalną rzeczą, jak po­sia­da­nie pralki, lodówki czy od­ku­rza­cza. Nie za­sta­na­wiamy się też nad tym, czy właśnie wkra­czamy do glo­bal­nej sieci i ko­rzy­stamy z wy­szu­ki­warki. Robimy to niejako bez namysłu, nie za­sta­na­wia­jąc się jakie skutki przy­nie­sie nasza ak­tyw­ność w sieci i jakie procesy myślowe jej twórców do­pro­wa­dziły do stanu, w którym bez prze­szkód możemy z niej ko­rzy­stać. Za­sta­na­wia­li­ście się kie­dy­kol­wiek, jak wygląda prze­ni­ka­nie się dwóch światów — rze­czy­wi­stego i in­ter­ne­to­wego?

Rozmowy i utrzymywanie kontaktu ze znajomymi vs sieci społecznościowe

Gdy w in­ter­ne­cie na­stą­piła moda na ko­mu­ni­ka­tory (serwisów spo­łecz­no­ścio­wych jeszcze nie było, albo były, tylko że dostępne dla mniej­szego grona od­bior­ców) byliśmy przy­zwy­cza­jeni do kon­tak­tów w realnym świecie. Nikt z nas nie myślał chyba wtedy o tym, że można by prze­nieść sieć kon­tak­tów ze świata praw­dzi­wego do prze­strzeni wirtualnej.

W dobie Web 2.0 i wszę­do­byl­skich sieci spo­łecz­no­ścio­wych (które wychodzą poza sieć) nie­rzadko zaciera się granica pomiędzy światem rze­czy­wi­stym a światem in­ter­netu. Coraz chętniej za­wie­ramy zna­jo­mo­ści w sieci, utrzy­mu­jemy tam kontakt z rodziną, przy­ja­ciółmi i wy­mie­niamy się in­for­ma­cjami (czy też mediami). Nasz dialog prze­no­simy ze świata realnego do social mediów. Chętnie roz­ma­wiamy na Fa­ce­bo­oku ze zna­jo­mymi, których nie wi­dzie­li­śmy nigdy na oczy lub znamy z widzenia. Nie pod­cho­dzimy do nich na ulicy i nie za­cze­piamy. Wolimy zrobić to w sieci. Tam stoimy za kurtyną i nie narażamy się na kontakt bezpośredni.

To wspa­niałe, że w dobie in­ter­netu do­stęp­nego na wy­cią­gnię­cie ręki tak łatwo możemy ko­mu­ni­ko­wać się z innymi — a z drugiej strony to straszne, że chętnie obnażamy się przed osobami, z którymi czujemy więź. Dzielimy się in­for­ma­cjami o miejscu pobytu używając Forsquare’a lub Facebook Places, piszemy o naszych planach na wieczór na wallu, Twit­te­rze czy BLIP-ie. Po­ka­zu­jemy się w okienku na Skype, wsta­wiamy swoje zdjęcia do awatarów, używamy danych per­so­nal­nych i staramy się prze­ko­nać siebie samych, że przecież nic nam nie grozi. Bo przecież w in­ter­ne­cie nie można dostać w gębę, prawda? A może się mylę?

Chętnie bom­bar­du­jemy zna­jo­mych ty­sią­cami filmów, zdjęć z urlopów, mówimy głośno o swoich za­in­te­re­so­wa­niach i jawnie wyrażamy swoje poglądy oraz opinie. W sieciach spo­łecz­no­ścio­wych jesteśmy in­dy­wi­duum, które próbuje zyskać posłuch, choć wśród zna­jo­mych możemy być szarą myszką. Prze­bu­dzamy się na Fa­ce­bo­oku, NK, Fotce i Epulsie. Odżywamy i na­wią­zu­jemy dialog ze wszyst­kimi wkoło. Szkoda tylko, że czasem za­po­mi­namy o cienkiej granicy, od­dzie­la­ją­cej więzi in­ter­ne­towe od więzi rzeczywistych.

Zakupy w sklepie vs zakupy w sieci

W Polsce nie jest to tak widoczne, jak na przykład w Stanach. Chętnie udajemy się do sklepu; lubimy poczuć towar, przyj­rzeć się mu z bliska i zapytać prze­mi­łej eks­pe­dientki o to, czy nowa bluzka idealnie kom­po­nuje się z jakimiś tam spodniami. Zakupy z życia realnego chętnie jednak prze­no­simy do sieci.

Sieć to prędkość, to pęd. Nie musimy nigdzie chodzić, możemy kupić wszystko z „poziomu naszego biurka”. Nie za­sta­na­wia­jąc się długo, wsadzamy kolejne produkty do koszyka i płacimy za nie prze­le­wem. Szukamy okazji, ko­rzy­stamy ze zniżek gru­po­wych, li­cy­tu­jemy się na aukcjach, zamiast biegać z ko­szy­kiem w ręku czy targować się na ryneczku nie­opo­dal domu. Dla nas to wygoda, dla nas to komfort. Jesteśmy leniwi.

Jestem ciekaw, czy zakupy w sieci zastąpią kiedyś bieganie po sklepach. Na­sto­latki uwiel­biają chodzić na zakupy i wątpię, aby emocje to­wa­rzy­szące bu­szo­wa­niu w po­szu­ki­wa­niu obniżek se­zo­no­wych można było zastąpić kupnem ciuchów w In­ter­ne­cie. Nie­któ­rych aspektów zwią­za­nych z kupnem towarów nie da się zastąpić. Nie­wąt­pli­wie przy­jem­nie kupuje się w sklepach in­ter­ne­to­wych rzeczy, o których wiemy, że wyprawa po nie trochę potrwa (bo sklep znajduje się na ro­gat­kach) lub nie wiemy, gdzie możemy je dostać. Ja na przykład do dziś nie wiem, gdzie mogę kupić tanie zestawy do na­peł­nia­nia po­jem­ni­ków z tuszem w drukarkach.

Rozmowy wideo vs rozmowy telefoniczne

O wiele przy­jem­niej jest móc spojrzeć na czyjąś twarz podczas rozmowy wideo, niż słyszeć jedynie sam głos w zimnej słu­chawce telefonu. To oczy­wi­ste, że rozmowy wideo w dzi­siej­szych czasach są nie­za­stą­pione. Długa rozłąka z part­ne­rem, rodziną czy po prostu tęsknota za krajem, z którego wy­je­cha­li­śmy — chcemy znów spo­glą­dać na żywych ludzi, których nie możemy fi­zycz­nie dotknąć. Rozmowa wideo to taka iluzja, która daje nam poczucie bli­sko­ści z drugą osobą.

Rozmowy wideo mają szansę zastąpić zwykłe rozmowy te­le­fo­niczne. Problem tkwi w tym, że trudno taką rozmowę prze­pro­wa­dzać w ruchu, gdy na przykład spie­szymy się do pracy czy na uczelnię. Nie mam pojęcia, jak można by wy­eli­mi­no­wać ten problem. Może użyć okularów wy­świe­tla­ją­cych hologram?

Fakt jest taki, że mając do wyboru rozmowę wideo i rozmowę głosową chętniej wy­bie­rzemy tę pierwszą opcję.

Wyszukiwarki vs encyklopedia i rady babci

Pamiętam czasy, gdy nie miałem jeszcze kom­pu­tera (i nie wie­dzia­łem, czym jest internet). Po­trze­bu­jąc pewnych haseł do pracy domowej, dzwo­ni­łem do babci, która ma do dziś kil­ka­na­ście tomów en­cy­klo­pe­dii. Babcia przez telefon dyk­to­wała mi kolejne de­fi­ni­cje trudnych dla mnie wtedy słów i wyrażeń.

Czy ktoś z Was sięga teraz do en­cy­klo­pe­dii? Wersja in­ter­ne­towa się nie liczy! No właśnie… tak jak myślałem. W dobie wy­szu­ki­wa­rek, Web 2.0 i nad­cho­dzą­cej sieci se­man­tycz­nej nie po­trze­bu­jemy prze­sta­rza­łych książek i en­cy­klo­pe­dii. Oczy­wi­stym jest, że czasem do nich za­glą­damy, jednak o wiele szybciej jest poszukać w „Googlu”. En­cy­klo­pe­dia poda nam suche fakty, Google „wypluje” setki, tysiące wyników zwią­za­nych z za­gad­nie­niem, na którego to temat in­for­ma­cji poszukujemy.

Szukanie jest szybsze. Otrzy­mu­jemy od­po­wie­dzi nie tylko na nur­tu­jące nas pytania, ale także na sprawy po­wią­zane. Serwisy typu Question&Answer za­stę­pują nam pomoc babci w wy­ja­śnie­niu trudnych spraw. Nie radzimy się już rodziców w kwestii seksu czy doj­rze­wa­nia płcio­wego — wolimy zajrzeć na obleganą przez Mistrzów Samosię i zapytać ano­ni­mowo ano­ni­mo­wych ludzi, którzy udzielą nam ano­ni­mo­wej od­po­wie­dzi. Wolimy szukać na forach, w ka­ta­lo­gach i na blogach. Czytamy, szukamy, wer­tu­jemy — chcemy jak naj­szyb­ciej znaleźć od­po­wiedź na nur­tu­jące nas pytania, na które często naj­bliżsi nie znają odpowiedzi.

Wyższość sieci nad ob­dzwa­nia­niem zna­jo­mych i rodziny jest widoczna gołym okiem. Dzięki wy­szu­ki­war­kom mamy dostęp do nie­ogra­ni­czo­nych, wciąż po­sze­rza­ją­cych się zasobów in­ter­netu. Jeśli czegoś nie wiemy — po prostu szukamy. A czy to dobrze, że zna­le­zione in­for­ma­cje wy­ko­rzy­stu­jemy do obiegu w życiu realnym? Nad tym za­sta­na­wiał się już Maciek Ma­cie­jew­ski. Warto przeczytać.

Tech­no­lo­gie związane z siecią, ich rozwój i ad­ap­ta­cja pozwolą kiedyś na zmniej­sze­nie za­po­trze­bo­wa­nia na czynnik ludzki przy do­ko­ny­wa­niu wyborów czy za­ma­wia­niu pro­duk­tów. Wszystko robimy przy pomocy kilku kliknięć. Szukamy, czytamy opinie i kupujemy. Chcemy mieć wszystko na teraz, na zaraz, już! Skoro mamy taką moż­li­wość, to czemu z tego nie sko­rzy­stać? Internet jest dla ludzi. W pełni wy­ko­rzy­stajmy jego po­ten­cjał, a za­uwa­żymy, jak bardzo może umilić nam życie.

Tagi: Internet, technologie, web 2.0