Data: 24.7.2011 o 22:44 Kategoria: Inne
Bluzy i kubki na Facebooku, czyli dlaczego nie wierzyć w tego typu akcje

Artykuł powstał przy współ­pracy z Ma­te­uszem Ochmanem (prowadzi bloga An­ty­ja­snet), któremu dziękuję za po­świę­ce­nie chwili czasu na analizę akcji na Facebooku

Dzisiaj dotarł do nas na Fa­ce­bo­oku link pro­mu­jący akcję mającą na celu rozdanie 300.000 bluz i tyleż samo kubków, koszulek i par butów osobom, które polubią fanpage akcji oraz zaproszą wszyst­kich zna­jo­mych do wy­da­rze­nia. Ludzie się na­bie­rają — nie miejmy im za złe — w końcu nie­co­dzien­nie do­sta­jemy coś za darmo, tym bardziej bluzy i kubki sy­gno­wane logo po­pu­lar­nego portalu spo­łecz­no­ścio­wego. Dlaczego więc prze­strze­gamy przez laj­ko­wa­niem fanpage’a i do­łą­cza­niem do akcji? Bo to jawna ściema — dowody poniżej.

Koszty produkcji

Szybkie ob­li­cze­nia i do­wia­du­jemy się, że koszt pro­duk­cji 300.000 bluz to — w jednym z tańszych przy­pad­ków (20zł tania bluza + 5zł za nadruk) około 7,5 miliona złotych. Naprawdę wie­rzy­cie, że ktoś zechciał wyłożyć taką sumę pie­nię­dzy aby patrzyć, jak ludzie cieszą się z darów?

Trafny ko­men­tarz

Znajomy wyjaśnił mi szybko, że rzekomo Facebook kasuje 8 złotych za jednego lajka. Głup­szego wy­tłu­ma­cze­nia nie sły­sza­łem — Facebook zarabia przecież na re­kla­mach, a nie na lajkach. Jeśli się mylę, to poproszę Zuc­ker­berga o 10% prowizji od każdego fana naszego fanpage’a (do­sta­li­by­śmy około 2.500zł — po­dzie­li­li­by­śmy się z Wami :)). Do wy­mie­nio­nych powyżej 7 milionów dochodzi kolejne 300.000 ku­becz­ków, po­wiedzmy 2zł za kubek i 10gr za nadruk (zapewne da się taniej), co daje ponad 600 tysięcy złotych. Ktoś ma gest.

Nie będzie Zachód pluł nam w twarz!

Wchodząc na stronę wy­da­rze­nia na Fa­ce­bo­oku do­wia­du­jemy się od or­ga­ni­za­to­rów, że jest to polska od­po­wiedź na akcję z Wysp Bry­tyj­skich i USA: „(…) to polska edycja wy­da­rze­nia, jakie miało ostatnio miejsce w Stanach oraz Wielkiej Brytanii.” Niestety twórcy nie podali linków do po­przed­nich akcji. Całe za­mie­sza­nie jest tak ano­ni­mowe jak funk­cjo­na­riu­sze GROM-u w pro­gra­mie UWAGA. Co ciekawe, mimo iż znajomi za­rzu­cają mi to, że z Fa­ce­bo­oka ko­rzy­stam nawet podczas snu, o żadnej tego typu kampanii nie sły­sza­łem i wy­go­oglo­wać in­for­ma­cji na ten temat nie potrafię. Trudno też znaleźć opis Tej Wielkiej Akcji, która miała miejsce za granicą, na stronie pol­skiego or­ga­ni­za­tora. Jak więc widać za­sto­so­wano bardzo zmyślny chwyt so­cjo­tech­niczny — no bo skoro na za­cho­dzie są takie akcje, to my — po­tom­ko­wie Piastów — nie możemy być gorsi.

Co z wiarygodnością?

Skoro or­ga­ni­za­tor wyłożył na pro­duk­cję tych bluz tyle kasy, że można by wyżywić za to pół Afryki, to dlaczego nie za­in­we­sto­wał w stronę in­ter­ne­tową (o bil­l­bo­ar­dach nie wspo­mi­nam — pewnie politycy wszyst­kie zajęli na poczet swoich kampanii “in­for­ma­cyj­nych”)? Biorąc przykład z — ostatnio głośnej — kampanii re­kla­mo­wej korka do zwie­ra­cza w postaci me­dy­ka­men­tów, or­ga­ni­za­to­rzy powinni zadbać o od­po­wied­nią promocję. Co prawda wiemy, że te kilka milionów chcą rozdać czysto cha­ry­ta­tyw­nie, ale może warto po­in­for­mo­wać kogoś o naszych zamiarach?

Oczy­wi­ście można za­sta­na­wiać się po co wydawać kasę na kampanię, ale taka stronka świad­czy­łaby przy­naj­mniej na korzyść or­ga­ni­za­to­rów — zwięk­szy­łaby wia­ry­god­ność. Owszem, zdarzały się już akcje, gdzie roz­da­wano za “Bóg zapłać!” prezenty typu klikery, kubki i koszulki (pomińmy tutaj koszta przed­się­wzię­cia), ale zawsze wiadomo było kto za takowymi akcjami stał — a to pro­du­cent dez­odo­ran­tów, a to firma pro­du­ku­jąca rogaliki. A jeśli nie było wiadomo (wcze­śniej wspo­mniane me­dy­ka­menty), to większe miasta były tak opla­ka­to­wane, że przy­naj­mniej wy­glą­dało to na akcję społeczną.

Wisienka na torcie

No dobrze, ale co trzeba zrobić, żeby bluzę dostać? Tutaj dopiero zaczyna się robić ciekawie! Przede wszyst­kim musisz dołączyć do grupy na Fa­ce­bo­oku. Później wziąć udział w wir­tu­al­nym wy­da­rze­niu. Co do tego nie mam żadnych za­strze­żeń. Normalna “trans­ak­cja” — ty nas lubisz i się z nami trzymasz, my dajemy ci prezent. Na­stęp­nie masz obo­wią­zek za­spa­mo­wać wszyst­kich swoich zna­jo­mych, roz­sy­ła­jąc im za­pro­sze­nia do akcji — zna­jo­mych, którzy nie robią nic innego tylko czekają na tego typu wia­do­mo­ści, a kiedy już je otrzy­mają skaczą pod sufit wy­chwa­la­jąc twoje mi­ło­sier­dzie. W porządku — to też jeszcze jestem w stanie zro­zu­mieć — na­krę­camy interes.

A może kubek do tego?

Jazda bez trzy­manki zaczyna się, kiedy po wy­ko­na­niu po­wyż­szych działań musisz napisać na tablicy, że bierzesz udział w przed­się­wzię­ciu (jak gdyby po­przed­nie “questy” nie były tego po­twier­dze­niem), a na­stęp­nie podać rozmiar bluzy, którą chciał­byś przy­wdziać. Wisienka na torcie: system — zdaniem or­ga­ni­za­to­rów — au­to­ma­tycz­nie pobierze in­for­ma­cje z tego ko­men­ta­rza: będzie wiedział komu wysłać bluzę, na jaki adres i jaki rozmiar. Ja rozumiem, że panuje ogól­no­świa­towa pot­te­ro­ma­nia, ale do tej pory wydawało mi się, że magia kwestii in­for­ma­tycz­nych nie dotyczy. A tutaj takie roz­cza­ro­wa­nie: naj­więk­sze od czasu, kiedy do­wie­dzia­łem się, że święty Mikołaj istniał, owszem, ale kilkaset lat temu.

Naprawdę nie wiem co mam myśleć o ludziach, którzy się w to bawią (a są to zapewne ci sami, którzy chcieli nie tak dawno temu gi­ft­cardy do Empiku i App Store). Z jednej przecież strony wiem, że są ofiarami wrednej ma­ni­pu­la­cji, z drugiej zaś za swoją nie­roz­trop­ność (że się tak ładnie eu­fe­mi­zmem zasłonię) trzeba ponosić kon­swe­kwen­cje. Kon­se­kwen­cją niech będzie link do tej oszu­kań­czej akcji na ich fa­ce­bo­oko­wym profilu. To w sumie budujące, że “nie­roz­tropni” sami się znakują — a jest ich już ponad 100.000 i liczba ta rośne średnio o 10.000 nowych uczest­ni­ków na pół godziny.

[ź] zdj: spendcoupons.com

Tagi: akcja, Facebook, scam