Data: 7.9.2011 o 12:22 Kategoria: Internet
Michael Arrington odejdzie z TechCruncha? AOL nie daje za wygraną.

Choć można było spo­dzie­wać się tego, że na linii Tech­Crunch — AOL w końcu zagrzmi, nie przy­pusz­czano chyba, że gigant zechce prze­me­blo­wać całą redakcję jednego z więk­szych serwisów pi­szą­cych o nowych tech­no­lo­giach, in­ter­ne­cie i star­tu­pach. Michael Ar­ring­ton, za­ło­ży­ciel Tech­Crun­cha stara się znaleźć roz­wią­za­nie dla tej sytuacji, ale czy ma jeszcze co­kol­wiek do po­wie­dze­nia?

AOL nabył Tech­Crunch w paź­dzier­niku 2010 roku za około 30 milionów dolarów. Obie strony za­pew­niały, że serwis po­zo­sta­nie nie­za­leżny i blogerzy dla niego piszący będą mogli tak jak dawniej wyrażać otwarcie swoje opinie — opinie, które nie były nigdy mo­de­ro­wane. Niestety po ogło­sze­niu przez Michaela, że otwiera on własny fundusz in­we­sty­cyjny dla star­tu­pów (Crunch­Fund) AOL nie pozwolił mu na peł­nie­nie roli re­dak­tora na­czel­nego. Ar­ring­ton wciąż mógł pisać na blogu, nie mógł mu jednak szefować. To wszystko z obawy przed tym, że jako wła­ści­ciel funduszu Crunch­Fund będzie miał wpływ na kształt tekstów osób pi­szą­cych dla TechCruncha.

Ten Pan — Michael Ar­ring­ton — stara się dyktować warunki AOL’owi

Na miejsce Ar­ring­tona AOL chce przysłać tra­dy­cyj­nego re­dak­tora na­czel­nego. Jak dobrze wiemy AOL nie ma szczę­ścia w przej­mo­wa­niu firm. Gigant, utoż­sa­miany niegdyś z in­ter­ne­tem (u schyłku ubie­głego milenium) wy­koń­czył już za­ku­piony za 840 milionów dolarów serwis spo­łecz­no­ściowy Bebo, który na­stęp­nie sprzedał za 10 milionów dolarów. W 2008 roku Bebo miał więcej użyt­kow­ni­ków niż Facebook (wtedy). Engadget należący do AOL także nie rusza się z miejsca, AOL wykańcza także plat­formę mul­ti­blo­gową Huf­fing­ton Post, która stara się wrócić do czasów świet­no­ści po tym, jak na sta­no­wi­sko szefa wróciła za­ło­ży­cielka serwisu. Przy­kła­dów można by podać jeszcze kilka — na przykład nieudane wejście AOL do Polski. Jakim cudem Tech­Crunch zgodził się na prze­ję­cie przez firmę, która siedzi jeszcze w epoce Web 1.0?

Sytuacja między Tech­Crun­chem a AOL-em jest nieco ku­rio­zalna. Ar­ring­ton, który przy­po­mnijmy nie szefuje już Tech­Crun­chowi za­pro­po­no­wał dwa roz­wią­za­nia. AOL może po­twier­dzić re­dak­cyjną nie­za­leż­ność Tech­Crun­cha i pozwolić na sa­mo­sta­no­wie­nie redakcji lub od­sprze­dać Tech­Crun­cha ory­gi­nal­nym udzia­łow­com. Jeśli AOL nie przy­sta­nie na pro­po­zy­cje Ar­ring­tona, to Michael prze­sta­nie być częścią Tech­Crun­cha. Firma ma jeszcze trzecią opcję — olać Ar­ring­tona (przecież nie jest szefem!), gdyż obu stronom zależy jedynie na „wyjściu z twarzą” z tej sytuacji. Nie­ko­niecz­nie oznacza to wybór tego, co naj­lep­sze dla serwisu TechCrunch.

AOL chce, aby Tech­Crunch działał jako tra­dy­cyjna redakcja, co nie ma prawa się udać. Blogi i — jak ja to nazywam — mul­ti­blogi, mają według mnie to do siebie, że ich kwin­te­sen­cja tkwi w nie­znacz­nie mo­de­ro­wa­nych (lub w ogóle) tekstach, przed­sta­wia­ją­cych mocno su­biek­tywne opinie pi­szą­cych. Usta­no­wie­nie „redakcji z praw­dzi­wego zda­rze­nia” w stosunku do Tech­Crun­cha spo­wo­duje, że teksty praw­do­po­dob­nie stracą na su­biek­ty­wi­zmie.

[ź] di.com.pl, vbeta.pl

Tagi: aol, arrington, techcrunch