Data: 15.9.2011 o 9:30 Kategoria: Internet
Facebook już zdążył urosnąć do rangi narzędzia

Google, co nam to mówi? Kryje się za tym jakaś ide­olo­gia, a może trak­tu­jemy tę firmę wy­łącz­nie jako dostawcę na­rzę­dzia, którym jesteśmy w stanie opanować potęgę In­ter­netu? Właśnie, Internet, nadal po­win­ni­śmy go za­pi­sy­wać wielką literą w trakcie, gdy toczą się rozmowy o trak­to­wa­nie dostępu do glo­bal­nej sieci jako jedno z pod­sta­wo­wych praw człowieka?

Życie cały czas przy­spie­sza i ak­tu­al­nie jesteśmy w czasie, gdy na epoki przy­cho­dzi nam dzielić globalną sieć. Prze­my­śla­nym star­tu­pom szybko przy­pi­suje się rangę na­rzę­dzia w nie­zbęd­niku in­ter­nauty. Daleko idące funk­cjo­nal­no­ści ciężko wy­tłu­ma­czyć więk­szemu gronu ludzi, ale i w niszach jest coś do ugrania, choć Facebook, o którym teraz, do małych nie należy. Nie można o tym za­po­mi­nać, jednak i tam jesteśmy w stanie te nisze dostrzec.

Niedawno dało się zauważyć zmiany w for­mu­la­rzu wy­sy­ła­nia statusu. Na­resz­cie bez więk­szych za­wi­ło­ści możemy zadbać o pry­wat­ność każdego z osobna. To jednak tylko wierz­cho­łek góry lodowej, ponieważ Zuc­ker­berg poczynił zde­cy­do­wa­nie większą roszadę po stronie swojej usługi geo­lo­ka­li­za­cyj­nej — Places i przy­le­głych do niej zakupów gru­po­wych (Deals). Ta ostatnia już zdążyła spaść rangą do po­bocz­nych in­for­ma­cji przy mel­do­wa­niu się w danym miejscu, a oświad­cze­nie prze­słane Reu­ter­sowi mówi o roz­po­czę­ciu procesu wy­cią­ga­nia wniosków. Nikt nie kryje się z faktem, że zakupy grupowe nie ciągną tłumów za sobą. Groupon opóźnia swoje wejście na giełdę, a Kowalski nie widzi potrzeby chwa­le­nia się współ­rzęd­nymi. Co innego, gdy idzie o zdjęcia, tutaj lo­ka­li­za­cja trak­to­wana jest jako dodatek, nie tak in­wa­zyjny jak po­je­dyn­czy status wołający: „Tutaj jestem!”

750 milionów to duża liczba. Szcze­gól­nie gdy mówimy o ilości ak­tyw­nych profili. Znaj­dziemy w niej przed­sta­wi­cieli wszyst­kich kultur, poglądów i znu­dze­nie widoczne na wielu twarzach. Dopóki Internet będzie prze­cie­rał kolejne szlaki ta liczba będzie rosnąć, bo naj­czę­ściej nawet gdy istnieje chęć wy­ko­rzy­sta­nia jednej z al­ter­na­tyw, to szybko jest ona spro­wa­dzana do parteru ze względu na roz­bu­do­waną sieć kon­tak­tów. To właśnie błędne koło blokuje kon­ku­ren­cję przed rozwojem, a tej już całkiem sporo.

Niestety odbija się to również na samym Fa­ce­bo­oku, bo właśnie wkroczył w taki moment, gdy zaczęła nim rządzić sta­ty­styka. Wbrew logice Facebook nie powinien ogra­ni­czać usług, które nie wybiją się ponad z góry ustalony próg sukcesu. Jeżeli patrzymy w ten sposób, nie ma szans na dłuższe prze­trwa­nie ko­lej­nych więk­szych pro­jek­tów, w tym tego zwią­za­nego z muzyką, o którym mówią „wia­ry­godne źródła”. Ciężko szacować w tym momencie ilość osób przy­go­to­wa­nych sprzę­towo do mo­bil­nego stre­amingu muzyki, a jeszcze ciężej skorych do płacenia za to.

Spotify w marcu in­for­mo­wało o milionie płatnych sub­skryp­cji. Za­kła­da­jąc, że ta liczba do dzisiaj się podwoiła, to lekko licząc mamy ćwierć procenta użyt­kow­ni­ków Fa­ce­bo­oka. Wątpię, aby przy takich wynikach w ustach Zuc­ker­berga blo­gos­fera po­trak­to­wała to jako sukces. Jak bardzo chęć do­mi­na­cji na wszyst­kich rynkach usług in­ter­ne­to­wych jest zła dla kon­su­menta, tak bardzo staje się to jedyną drogą, jaką może podążyć tak wielki serwis.

Od­po­wiedź na potęgę e-maila już mamy, od­po­wiedź bardzo prze­ko­nu­jącą, ale nadal do re­je­stra­cji jest on wymagany. Przycisk „lubię to” aż prosi się o wy­ko­rzy­sta­nie w budowie wy­szu­ki­warki zasobów po­za­fa­ce­bo­oko­wych. W mię­dzy­cza­sie za­spo­ka­ja­nie potrzeb mniej­szych grup i ciągłe eks­pe­ry­menty nie pozwolą na zmę­cze­nie ma­te­riału od strony twórców.

Co ciekawe, u Google’a da się za­ob­ser­wo­wać podobne zjawisko, z tym że za każdym razem musi on prze­ko­ny­wać tłumy po­je­dyn­czym pro­duk­tem, bo brak mu bazy użyt­kow­ni­ków, którym może go przed­sta­wić od zaraz. Nie da się odkryć Ameryki mówiąc o sile serwisu Zuc­ker­berga w liczbie użyt­kow­ni­ków. Również ciężko wska­zy­wać kierunki w rozwoju, bo nagle może okazać się, że tech­no­lo­gia zatoczy koło lub trafi w ślepą uliczkę. Ważne jednak jest, aby dobrze określić punkt porażki produktu u podstaw. Google Reader nie doczekał się od­świe­że­nia in­ter­fejsu jak jego więksi bracia (Gmail, Picasa itd.), nikt też tego nie oczekuje, co do­sko­nale świadczy o po­pu­lar­no­ści, ale lepiej nie myśleć co by się działo, gdyby Google podjął decyzję o po­rzu­ce­niu jego rozwoju.

Tagi: Facebook, google, Reader, spotify