Data: 28.11.2011 o 15:07 Kategoria: Internet
Zakupy grupowe to masa problemów nie tylko dla klientów

Zakupy grupowe są do­sko­na­łym sposobem na za­osz­czę­dze­nie nieco grosza i poznanie nowych, in­te­re­su­ją­cych miejsc. Niestety coraz częściej po­ja­wiają się głosy kry­ty­ku­jące trend, który za­po­cząt­ko­wany został po wejściu Groupona do Polski. Pierwsze koty za płoty, pierwsze peany pod dywan — Groupon i jego klony muszą stawić czoła wy­zwa­niom, które jeszcze do niedawna nie sta­no­wiły pro­ble­mów albo były pro­ble­mami nie­wiel­kiej rangi. Jeśli w tym biznesie nic się nie ruszy, to wieszczę szybki spadek za­in­te­re­so­wa­nia ser­wi­sami tego typu.

Historia niebywałego sukcesu

Ame­ry­kań­ski Groupon wy­star­to­wał w li­sto­pa­dzie 2008 roku. Jestem pewien, że nie sły­sze­li­ście wtedy o tym start-upie, ponieważ w Polsce nikt jeszcze nie planował sklo­no­wa­nia go i prze­nie­sie­nia na rodzime podwórko. Dopiero 21 kwietnia 2010 roku ofi­cjalny, polski start ma CityDeal. Serwis ten był klonem Groupona, który funk­cjo­no­wał (i to bardzo dobrze) także w Niem­czech, Włoszech, Holandii czy Szwecji. Po nie­spełna miesiącu, 18 maja 2010 roku, CityDeal zostaje przejęty przez Groupona i funk­cjo­nuje po­cząt­kowo pod nazwą „Groupon CityDeal”.

Gro­upo­nowi wiodło się przez pierwsze trzy lata (w tym rok w Polsce) bardzo dobrze, a świadczą o tym sta­ty­styki. W 2010 roku ame­ry­kań­ski serwis wy­ce­niany był na 1,35 miliarda dolarów. Groupon.pl w ciągu roku sprzedał ponad 1,5 miliona kuponów. W 2011 roku Groupon za­trud­nia już 7 tysięcy osób zaś li­sto­pa­dzie bie­żą­cego roku wchodzi na giełdę.

W tym czasie na polskim rynku po­ja­wiają się klony Groupona z Gruperem na czele. Dobitnie pokazuje to, że każdy chce uszczk­nąć kawałek z tortu jakim jest branża zakupów gru­po­wych. Wysyp klonów ko­men­to­wany jest w seci, Facebook startuje z „Facebook Deals”, Google uru­cha­mia „Google Offers”. Gdy wydaje się, że rynek jest już prze­sy­cony wpycha się na niego Allegro (Citeam.pl) i Agora (Happyday.pl). O2 zalicza wpadkę i wycofuje się z projektu Ruszaj.pl (teraz Snobka.pl) i wciąż czekamy na serwis ZumiDeal.pl od Onetu.

Bolączki tego biznesu

Serwisy ofe­ru­jące kupony zniżkowe muszą walczyć z prze­róż­nymi bo­lącz­kami. Więk­szość z nich można było zaliczyć do „pro­ble­mów wieku dzie­cię­cego” — piszę w czasie prze­szłym, ponieważ Groupon i jego klony miały masę czasu, aby się rozwinąć. Miast tego stoją w miejscu i nie roz­wią­zują pro­ble­mów, na które na­rze­kają klienci i — co gorsza — usługodawcy.

Lista pro­ble­mów wygląda następująco:

  • Usługodawcy źle traktują klientów,
  • Firmy nie starają się zatrzymywać klientów, a więc nie mają zysków (por. Groupon to marketing, a nie sprzedaż). Znam tylko jedno miejsce, którego szefostwo łapie klientów i oferuje im zniżki wewnątrz własnego systemu SMS. Miejscem tym jest klub billardowy FreeBall na gdańskim Suchaninie.
  • usługodawcy podbijają ceny wyjściowe tak, by nie stracić. Proceder ten został wykryty wielokrotnie - wystarczy spojrzeć na Wykop.pl i tym samym tracimy zaufanie do serwisów oferujących zniżki,
  • niektóre serwisy zmuszają usługodawców do podpisania umowy lojalnościowej na rok lub dwa lata. W myśl tej umowy usługodawca nie może "reklamować się" w serwisach konkurencji. Reklama w jednym, dobrym serwisie (przedstawiciele chwalą się statystykami) ma być wystarczająca. A co, gdy serwis zacznie podupadać, a nam potrzebna będzie promocja bądź napływ klientów?
  • beznadziejne zniżki na te same usługi (sushi, fryzjer, spa, mikrodermabrazja...),
  • brak podziału tematycznego i dopasowania ofert pod klienta,
  • wkurzające nas reklamy zniżek, które niewiele wspólnego mają z prawdą. Ostatnio oberwało się za to Grouponowi u Rady Reklamy,
  • w sumie to wolimy Allegro, jednak po ostatnich podwyżkach prowizji wielu przeniosło się na Aukcjusza.

Sprzedawcom nie jest lepiej

Nie jest prawdą, że wyjście z kuponami do klientów to bajka z happy endem. Nie­któ­rym usłu­go­daw­com udaje się zarobić, inni robią swoim klubom czy re­stau­ra­cjom nie­sa­mo­witą reklamę. Ludzie wracają w fajne miejsca z dobrą at­mos­ferą i miłą obsługą. Jeśli jednego z tych trzech czyn­ni­ków za­brak­nie to „wejście w kupony” okazuje się stratą czasu i energii.

Historię Jessie opu­bli­ko­wał Tech­Crunch. Znajomi namówili ją na wkro­cze­nie w świat zniżek i za­pro­po­no­wa­nie klientom takowych. Groupon przysłał jej materiał wideo, w którym wy­ja­śniał kilka aspektów zakupów gru­po­wych. Słabo wy­edu­ko­wana w tej kwestii Jessie miała problemy z obsługą klientów. Złote góry okazały się jedynie mrzonką. Przed­sta­wi­ciele Groupona twier­dzili, że 96% klientów płaci ponad kupon. Rze­czy­wi­stość zwe­ry­fi­ko­wała te ocze­ki­wa­nia, Jessie myślała, że kwoty „ponad kupon” opiewać będą na kilka dolarów, a nie 10 centów… Wła­ści­cielka kawiarni umowę z Gro­upo­nem nazwała „naj­gor­szą decyzją jaką podjęła w swoim życiu”.

Innym przy­kła­dem „nie­uda­nej akcji” okazał się deal z ba­becz­kami typu cupcake, o którym głośno zrobiło się kilka dni temu. Pie­kar­nia otrzy­mała 8,5 tysiąca zamówień na babeczki (dopiero wtedy Groupon za­blo­ko­wał deal), każde za­mó­wie­nie na tuzin wypieków. W ciągu miesiąca za­trud­nia­jąca 8 osób pie­kar­nia potrafi zrobić 100 cia­ste­czek. Za­trud­nie­nie do­dat­ko­wych 25 osób, by wyrobić się z upie­cze­niem 102.000 muffinek wy­ge­ne­ro­wało firmie ogromne straty. Ob­li­czono, że na każdej babeczce traci ona 2,5 funta, bowiem wy­na­ję­cie ze­wnętrz­nej agencji kosz­to­wało firmę $19.500. Innym case’m jest sprawa fryzjera, o której prze­czy­ta­cie tutaj.

Groupon potrafi nakręcić biznes, ale także go zruj­no­wać. Nie­fra­so­bli­wość przed­sta­wi­cieli serwisów ze zniżkami może spo­wo­do­wać, że za kilka miesięcy ka­wiar­nia kolejnej osoby zban­kru­tuje. Lu­kra­tywny wy­da­wa­łoby się interes może wy­koń­czyć nie jedną osobę. Zakupy grupowe to nadal jeden z wio­dą­cych trendów — na jak długo? Na tak długo jak klienci będą znosić problemy, za którymi stoją firmy wcią­ga­jące usłu­go­daw­ców do in­we­sto­wa­nia w zakupy grupowe. Jeśli więc sko­rzy­sta­li­ście z kuponu w pubie, a miejsce przy­pa­dło Wam do gustu, za­pro­ście tam zna­jo­mych i po­zwól­cie szefowi zarobić. Chętnie kupuję karnety na siłownię i basen, już bez kuponu zniż­ko­wego. Zna­jo­mych za­pra­szam na billard na Su­cha­nino, gdzie autobus jedzie 25 minut. Mam klub bil­lar­dowy pod blokiem, jednak wybieram się na odległą dziel­nicę Gdańska tylko dlatego, że gdy byłem tam po raz pierwszy nie po­trak­to­wano mnie jak klienta drugiej kategorii…

Tagi: groupon, trend, zakupy grupowe, zniżki