Data: 24.12.2011 o 12:07 Kategoria: Internet
Frictionless Sharing jako preludium do społeczności przyszłości

Nie jestem prze­ko­nany do idei „fric­tion­less sharing” (pol. bez­tar­ciowe dzie­le­nie się). O ile mnie za­gad­nie­nie jest znane, o tyle więk­szość Fa­ce­bo­oko­wi­czów nie ma pojęcia o ist­nie­niu takowego me­cha­ni­zmu. Warto prze­my­śleć jakie są zalety i wady tego roz­wią­za­nia. Facebook wie o Tobie tak wiele, że z po­wo­dze­niem stwo­rzyłby Twojego klona. Wy­ko­rzy­sta­nie fric­tion­less sharing spo­wo­duje, że firma Zuc­ker­berga dowie się o Tobie jeszcze więcej.

„Fric­tion­less sharing” to me­cha­nizm, który umoż­li­wia Ci dzie­le­nie się Twoimi ak­tyw­no­ściami bez potrzeby wci­ska­nia przy­ci­sku like/share. Tę ideę stosują już Wa­shing­ton Post, Rdio, Spotify, The Guardian, a ostatnio Yahoo!. Firmie Yanga i Filo za­sto­so­wa­nie no­wa­tor­skiego me­cha­ni­zmu wyszło na dobre, o czym możecie prze­czy­tać w po­wyż­szym wpisie — w ciągu 2 miesięcy na Fa­ce­bo­oku po­dzie­lono się milionem wpisów z portalu. Bez ko­niecz­no­ści klikania „like”.

Dzie­le­nie się prze­słu­cha­nymi utworami w obrębie usługi MOG [źródło: ReadWriteWeb|

Ideę „bez­tar­cio­wego dzie­le­nia się” w bardzo prosty sposób opisała kil­ka­na­ście tygodni temu Ewa Lalik. Teo­re­tycz­nie Facebook usuwa „prze­szkodę”, którą stanowi przymus klik­nię­cia przy­ci­sku like, tym samym jeszcze bardziej nas roz­le­ni­wia­jąc. Obnażamy się, zbędnym staje się klikanie cze­go­kol­wiek, jesteśmy coraz bardziej bierni i wbrew pozorom ta bierność robi z nas eks­hi­bi­cjo­ni­stów. Jeśli serwisy grupy o2 za­in­we­stują w fric­tion­less sharing, to na naszym wallu pojawią się in­for­ma­cje o prze­czy­ta­nych przez nas wpisach. Nie chcę, aby moi znajomi wie­dzieli, że czytam na Pudelku o czyraku Dody i prze­glą­dam nagie fotki Ewy Farny…

Roz­wa­że­nie tego, czy fric­tion­less sharing ma więcej wad niż zalet (albo na odwrót), to Wasze zadanie domowe. :) Ideę tego roz­wią­za­nia ko­men­tuje się w sieci głośno od kilku miesięcy. Ma ona zwo­len­ni­ków jak i prze­ciw­ni­ków — ja należę do tych drugich. Nie tylko uważam, że ten me­cha­nizm nas jeszcze bardziej obnaży, ale spo­wo­duje falę spamu w naszych „news tic­ke­rach” (mini ścianka ak­tyw­no­ści w prawej szpalcie). Ręczne do­bie­ra­nie treści, które mogłyby spodobać się naszym znajomym to coś, do czego przy­wy­kli­śmy i ten sposób się po prostu spraw­dzał. Po­mi­ja­jąc eks­tre­malne sytuacje moja ściana nie jest za­sy­py­wana dzie­siąt­kami linków do pytań na Samosi. Fric­tion­less sharing jest nie tylko nie­bez­pieczny, ale także mało ele­gancki.

Open­Graph + fric­tion­less sharing = sieć przyszłości

Me­cha­nizm sprawdzi się dobrze pod­po­wia­da­jąc nam na przykład in­te­re­su­jące utwory w apli­ka­cji Rdio. Prze­słu­cha­li­śmy 20.000 piosenek, to może za­in­te­re­suje nas album zespołu „xyz”? Dostęp do naszej „pełnej ak­tyw­no­ści” poprzez apli­ka­cje trzecie to dobra strona fric­tion­less sharingu. Pomimo wielu głosów sprze­ciwu taka idea to przy­szlość in­ter­netu i pewnego rodzaju sieci se­man­tycz­nej. Open­Graph jeszcze bardziej w tym pomaga.

Tagi: Facebook, frictionless sharing, opengraph