Data: 29.12.2011 o 14:03 Kategoria: Internet
Za Waszymi plecami przepchnięta zostanie ustawa, która Was także dotyczy!

To za­dzi­wia­jące, że media takie jak te­le­wi­zja, radio i prasa nie po­ru­szają tematu ustawy, która w tak dużym stopniu dotyczy oby­wa­teli naszego kraju (nie tylko). Ustawy, która de facto ogra­ni­cza wolność w in­ter­ne­cie i w imię walki z pla­gia­to­rami prze­rzuca od­po­wie­dzial­ność na do­staw­ców in­ter­netu. Po­sta­no­wie­nia ustawy nie są „bolesne” dla po­spo­li­tego zjadacza chleba, ale mogą uderzyć w branżę star­tu­pów, blog­ge­rów i osoby aktywnie dzia­ła­jące w in­ter­ne­cie.

Od 2007 roku nad ACTA pra­co­wało grono osób, które nijak nie związane były z Unią Eu­ro­pej­ską. Przez trzy lata po­wsta­wał tajny szkic do­ku­mentu, którego wycieki co jakiś czas pu­bli­ko­wał portal Wi­ki­Le­aks. Dopiero w kwietniu ubie­głego roku ujaw­niono szkic ACTA, a w li­sto­pa­dzie 2010 roku za­twier­dzono gotowy dokument. Twórcy ustawy prze­py­chają ją za naszymi plecami, utaj­nia­jąc po­sie­dze­nia i narady. Niech za przykład posłuży nota prasowa z 17 grudnia, kiedy to Komisja Eu­ro­pej­ska przyjęła ACTA i wy­pu­ściła in­for­ma­cję do­ty­czącą teo­re­tycz­nie „Rol­nic­twa i ry­bo­łów­stwa” (sic!), gdzie na którejś ze stron noty prasowej od­naj­du­jemy tekst:

Rada przyjęła decyzję upo­waż­nia­jącą do pod­pi­sa­nia po­ro­zu­mie­nia han­dlo­wego przeciw pod­rób­kom (ACTA) z Au­stra­lią, Kanadą, Japonią, Re­pu­bliką Korei, Mek­sy­kiem, Maroko, Nową Zelandią, Sin­ga­pu­rem, Szwaj­ca­rią i Stanami Zjednoczonymi.

Skrzęt­nie ukryte, prawda? Podczas otwar­tych kon­sul­ta­cji w sprawie ACTA w Meksyku osoba re­la­cjo­nu­jąca debatę na Twit­te­rze została wy­pro­szona z sali. Widać nie w smak po­li­ty­kom i lob­by­stom takie za­cho­wa­nia. A przecież wszyscy wy­pie­rają się at­mos­fery ta­jem­ni­czo­ści. W takim razie dlaczego nikt nic nie chce ofi­cjal­nie po­wie­dzieć? Czy sły­sze­li­ście w wia­do­mo­ściach albo czy­ta­li­ście w prasie, że na początku 2012 roku w Polsce ACTA zostanie przyjęte? Nie. To wiedzcie, że tak właśnie się stanie i jest to in­for­ma­cja ofi­cjal­nie potwierdzona.

Naj­bar­dziej bolesne, dwa po­sta­no­wie­nia ACTA to:

  • odpowiedzialność za niektóre czynności dokonywane przez internautów spada na dostawców internetu (a czy oni mają na nich wpływ?),
  • przewidywane są wyższe odszkodowania w przypadku, gdy firma/startup naruszy własność intelektualną innego podmiotu,

ACTA nie ogra­ni­cza wolności oby­wa­teli w takim stopniu jak ame­ry­kań­ska SOPA (gdzie strona może zostać za­blo­ko­wana bez podania kon­kret­nej przy­czyny). W każdym razie bardziej boli fakt, że co­kol­wiek prze­py­chane jest za naszymi plecami. De­mo­kra­cja? A gdzie tam… Nie powinno więc dziwić po­li­ty­ków, że wszyscy oponują prze­ciwko ACTA — trzy­ma­nie działań w ta­jem­nicy sprawia wrażenie ukry­wa­nia czegoś przed oby­wa­te­lami (i tak w rze­czy­wi­sto­ści jest).

Z wycieków z Wi­ki­Le­aks wynika jasno, że ACTA miała zostać prze­pchnięta tak, aby nie do­wie­działy się o niej WHO i WIPO. Unia Eu­ro­pej­ska nie zleciła utwo­rze­nia tekstu ustawy, UE ma jedynie za­ak­cep­to­wać do­ku­menty, bądź oddać je do po­now­nego roz­pa­trze­nia. Nie ma prak­tycz­nie żadnego wpływu na ich treść, oby­wa­tele także nie mają nic do powiedzenia.

Dlaczego więc piszę o ACTA, skoro nie jest to ame­ry­kań­ska SOPA i nie wpro­wa­dza tak dra­koń­skiego prawa? Aby zwrócić Waszą uwagę na to, że rzeczy mające naj­więk­szy wpływ na internet dzieją się za naszymi plecami, są za­twier­dzane po cichu, bez rozgłosu. ACTA to tylko pre­lu­dium, za kilka lat w życie mogłaby wejść ustawa, która ogra­ni­cza wolność w in­ter­ne­cie w większym stopniu niż SOPA. Będzie cicho, spo­koj­nie, aż nagle okaże się, że ktoś za naszymi plecami po­sta­no­wił, że od dzisiaj czegoś w in­ter­ne­cie robić nie możesz. Bądźmy bardziej świa­do­mymi in­ter­nau­tami. To, że o czymś media nie mówią nie oznacza, że tego [problemu] nie ma.

[ź] di.com.pl

Tagi: acta, polityka, sopa, ustawa