Fani za pieniądze na WOŚP – a co w tym złego?

Grzegorz Marczak na łamach Antyweba napisał dzisiaj o zjawisku, które na Facebooku jest widoczne od kilku dni. W związku z dzisiejszym finałem WOŚP, powstało kilkadziesiąt fanpage’y zbierających fanów i obiecujących wpłacenie na rzecz akcji pewnych kwot (w zamian za polubienie fanpage). Grzegorz twierdzi, że pomimo iż cel jest szczytny (choć nie wiadomo, czy każdy fanpage będzie wypłacalny) to sposób w jaki realizowana jest zbiórka jest niesmaczny.

Podjąłem się dyskusji na Antywebie i doszedłem do mało szokującego wniosku – mało szokującego, bo to przecież Polska, Polacy, lubimy sobie ponarzekać, zachowujemy się jak psy ogrodnika i wszędzie widzimy spiski. W komentarzach pojawia się dyskusja, w której kilka osób wytyka fanpage’om, że kosztem WOŚP chcą zebrać sobie dość tanio fanów bądź zbudować markę kojarzoną z pomocom noworodkom. Najbardziej oberwało się Pajacowi, który to serwis obiecał przekazanie 10 tysięcy złotych w zamian za 100 tysięcy fanów. Fanów jest już ponad 210 tysięcy. Administratorzy zapowiadają, że fanpage nie ma na celu zbierania fanów i zostanie usunięty po XX. Finale WOŚP.

Faktycznie, pojawiają się inne fanpage, które namawiają do polubienia się i w zamian za każdego fana przeleją na rzecz WOŚP kilka groszy. Tak robi Kwejk i bodajże Demotywatory, ale widoczne są także prywatne akcje fanpejdży, które istnieją od doby. Co do nich nie możemy być pewni, czy są wypłacalne (no dobra, nie mamy pewności nawet co do wolontariuszy z puszkami…) ale chcę zwrócić uwagę na jeden ważny szczegół, który pomijamy – można odlajkować fanpage po akcji.

Jeśli polubicie 4-5 czy więcej stron fanowskich to przyczyniacie się do szczytnego celu, a osoby rozumiejące ekosystem Facebooka wypiszą się z takiej strony po akcji. Przekazujecie swoim lajkiem kilka cennych groszy, pokazujecie także, że chcecie pomóc (to się nazywa slacktivism) niekoniecznie przelewając pieniądze wprost na konto. A to, że bawimy się w farmy fanów nie ma związku z akcją. To jedynie sposób. Myślicie, że uśmiechnięci prezesi TP S.A przekazujący złote karty telefoniczne na aukcję, szefostwo Irvinga przekazujące złoty imbryczek i inne pierdoły zostały wyprodukowane w szczytnym celu? Bujajcie w obłokach dalej, dla każdej z firm jest to po prostu promocja i dawka dobrego PR-u.

Polacy mają to do siebie, że wszędzie widzą spiski i nie chcą pomagać jeśli coś choć minimalnie śmierdzi, bądź sposób się nam nie podoba. W tym przypadku niechętnie dołączamy do farmy fanów (z której możemy się przecież wypisać) i twierdzimy, że swoje konto szanujemy tak bardzo, że o wiele ważniejszy jest dla nas dobry imidż niż zdrowie noworodków. Bo przecież w Timelinie czy na wallu wyświetli się znajomym, że dołączyliśmy do akcji: „Będzie 10.000 fanów XYZ, damy na WOŚP 400zł”. No jak to wygląda? No brzydko… wolimy ponarzekać, zamiast działać w słusznej sprawie – nawet, jeśli nie ruszamy tyłka z przed komputera i nie idziemy wrzucić dwóch złotych do puszki.