Gdzie człowiek nie może, Google Street View pośle

Każdy z nas lubi podróżować, ale słowo to nabiera różnych znaczeń: jedni są miłośnikami spacerów do sklepu po piwo i z powrotem, inni kochają PKP (choć jest to miłość nieodwzajemniona), kolejni zaś najchętniej – za Marylą Rodowicz – wsiedliby „do pociągu byle jakiego” i jeździli po Polsce. Albo i dalej.

Podróżnicza natura drzemie głęboko w każdym z nas, i nieraz nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak często do niej nawiązujemy, jak często uwidacznia się ona w naszym życiu i na jak wiele sposobów można z tej natury czerpać. Zdaje sobie jednak z tego sprawę Google, które projektem Street View trafia w dziesiątkę – zarówno angażuje czynnych wędrowców, jak i pozwala domatorom zwiedzić kawał świata.

Bo kto z nas nie chciałby zwiedzić Wielkiego Kanionu? Znaleźć się na płycie stadionu drużyny futbolowej? Zobaczyć zespół pałacowo-parkowy Carskie Sioło, niedaleko Petersburga? A możę by tak popływać z żółwiami? Zobaczyć zachód słońca? Zaprzyjaźnić się ze stadem pingwinów? Ciekawych i pięknych miejsc jest o wiele, wiele więcej, i w większości przypadków nic nie stoi na przeszkodzie (oprócz kwestii finansowej), by po jakimś czasie zamienić wirtualną wędrówkę na realną wyprawę w dane miejsce.

Jednak kilka dni temu Google ogłosiło na swoim blogu przełomowego newsa – oto dzięki wysiłkowi ekipy z Mountain View możemy mieć – nota bene – górskie widoki ;). Konkretniej – stanęła przed nami otworem Korona Ziemi: góry m.in. takie jak Aconcagua (Ameryka Południowa), Kilimandżaro (Afryka) czy Elbrus (Europa). Nic też nie stoi na przeszkodzie, by zwiedzić stację bazową na Evereście (Azja).

camp

Nie wiem jak Wy, ale ja szykuję sobie właśnie termos z gorącą herbatą i wyruszam w góry. A jutro może pojadę do Las Vegas…