Kickstarter to nie sklep i możesz stracić tak jak ja ;)

To będzie krótki wpis z morałem. ;) Była sobie kampania zegarka CST-01 (pamiętajcie, że to było dwa lata temu, smartwatchy nie było ;)), zebrano 5x tyle co potrzebowano, czyli wyszło ponad 1 000 000 $ z > 7 600 osób iiiiiiii zegarka nie ma, zwrotu nie ma. Więcej o „aferze” możecie poczytać na observer.com.

Nie dramatyzuję, bo co prawda to 1 taki przypadek na 10 zbiórek, w których uczestniczyłem, niemniej raczej pewna już strata >100$ pesymistycznie nastawia do kolejnych projektów technologicznych, gdzie gwarancje opierają się jak widać na danej firmie, a Kickstarter tutaj nie za wiele pomaga.

A dlaczego o tym teraz piszę? Ostatnio Kickstarter wziął się chociaż za wyłapywanie mało realnych projektów bez obowiązkowego działającego prototypu jak „laserowe ostrze„, które zdażyło nazbierać 4 000 000 $.

Pamiętajcie więc, że Kickstarter mimo swojej rozpoznawalności i marce, wcale nie gwarantuje Wam tego, że zakupione „coś” otrzymacie. Plus śmiało do produktów technologicznych wysyłkę zakładajcie z 1-2 miesięcznym opóźnieniem, od deklarowanej daty.

Żeby nie było, że jedynie narzekam, udało mi się tam też zakupić wiele świetnych rzeczy, z których cieszę się do dziś, jak np. Woojer, niemniej ryzyko jest i to zdecydowanie nie marginalne.