Matura z informatyki 2011 – czy to żart?

Przygotowania do matury to okres, w którym należy wziąć się trochę bardziej do roboty. Dodatkowe lekcje, zajęcia i więcej nauki. Jak więc wygląda sprawa z maturą z informatyki? Powiem szczerze, że dzisiaj zostałem całkowicie zaskoczony. Ten tekst to moje osobiste spostrzeżenia dotyczące nadchodzącej matury. Utrzymany jest w nieco innej formie, aniżeli artykuły publikowane na łamach bloga. Pozwolę sobie także na dygresje odnośnie systemu nauczania przedmiotów związanych z informatyką w szkołach gimnazjalnych i średnich.

Otrzymałem dzisiaj na lekcji kartkę, która zawierała trzy rubryki związane z maturą z informatyki. Deklaracja chęci przystąpienia do matury z tego przedmiotu wymaga wybrania środowiska (systemu), języka programowania oraz programu użytkowego.

Na moment przed otrzymaniem listy wyboru, pomyślałem: „Super! Biorę Windowsa, PHP i jakiś programik, może coś z bazami danych, a może edytor”. W momencie, gdy moim oczom ukazała się nieszczęsna kartka, kompletnie zaniemówiłem. Po chwili dotarło do mnie, że wybór trudny nie jest. Wyboru po prostu nie ma…

A więc spójrzmy na to, co mamy do wyboru. Poniższa lista jest sprzed matury w 2010 roku. Z tego co widzę, jest identyczna.

System operacyjny:
– Windows z systemem plików NTFS,
– Linux z KDE.

Tu sprawa jest prosta, choć może niektórym brakuje tutaj Mac’a. Można ponarzekać – śmiało.

Język programowania (dla Windows):
– Turbo Pascal 5.5 lub nowszy,
– Free Pascal (FPC 2.0) lub nowszy,
– MS Visual Studio C++,
– Borland C++ Builder 6 Personal,
– Dev C++ 4.9.9.2 lub nowszy,
– Delphi 7 Personal,
– Java SE Development Kit 6 lub nowszy + edytor Eclipse Classic 3.5.0 lub nowszy.

W tym momencie się załamałem. Nie tylko z tego powodu, że w większości są to środowiska, a nie języki programowania. Załamał mnie ograniczony wybór, zawężony do kilku języków.

Turbo Pascal – czy z tego się korzysta? W szkole uczyli nas tego raptem rok. Nic nie pamiętam, stary język, diabelnie nieużyteczny (trudność przeprowadzania pewnych operacji). Ponadto powiedzcie mi szczerze – czy są stanowiska „programisty Turbo Pascal’a”? Tego języka uczymy się w szkole chyba tylko dlatego, że uczą go od 15 lat, a więc jak pouczą jeszcze przez 10, to nic się nie stanie. Przypomina mi się pewne stwierdzenie – „ty nie masz rozumieć, ty masz umieć”.

Free Pascal – jestem pewien, że połowa nauczycieli, uczących Turbo Pascala, nie wie co to jest. Ja też nie wiem, dlatego nie będę komentować.

MS Visual C++ / Borland C++ / Dev C++ – ponoć Dev jest najgorszy. Tylko tak słyszałem i proszę mnie nie bić. Wiem, że C# czy C++ to kompletnie co innego. Tutaj jednak stajemy przed wyborem 3 środowisk. Dlaczego nie można go zawęzić do środowiska, którego uczymy się w szkole, a mianowicie Dev C++? Ale nie… Po co…

Delphi – pamiętam, jak bawiłem się Delphi jakieś 8 lat temu. W szkole tego uczą? Chyba nie…

Java – mamy uczyć się tego w 4 klasie, czyli teraz. Tutaj nie mam zastrzeżeń. Język ten jest powszechnie używany – ma i zwolenników, i przeciwników.

Tutaj rodzi się moje pytanie i wątpliwość, co do kompetencji CKE. Dlaczego podstawa maturalna od lat się nie zmienia? Dlaczego nie wprowadza się nowych języków programowania, mających przyszłość? I wreszcie, dlaczego nie uczy się w szkołach CSSa, PHP OOP, SQLa (w niektórych się uczy) czy JavaScriptu? Podałem tylko przykładowe języki.

Och! Jak miło byłoby widzieć listę, na której widniałby JavaScript, HTML, CSS, XML, zapytania w języku SQL, Ruby i tak dalej. Wymieniać można bez końca. Wystarczyłoby zamienić Turbo Pascala, dwa z trzech C++ na inne, nowoczesne języki. Niestety marzenia pozostaną marzeniami…

Przechodzimy do trzeciej rubryki. Naturalnie najlepsze zostawiłem na koniec.

Program użytkowy (Windows):
– MS Office 2000 (w tym: Word, Excel, Access, PowerPoint),
– MS Office 2002/XP (w tym: Word, Excel, Access, PowerPoint),
– MS Office 2003 (w tym: Word, Excel, Access, PowerPoint),
– MS Office 2007 (w tym: Word, Excel, Access, PowerPoint),
– OpenOffice + MySQL 5.0 lub wyższy.

Nie mam więcej pytań. Nie chce mi się nawet tego komentować. Powyższy spis mówi sam za siebie. Po pierwsze, dlaczego do wyboru mamy tylko pakiety biurowe? Ponadto występują one w 4 wersjach dla Office. Gdyby CKE oddzieliła OpenOffice od mySQLa, chętnie wziąłbym mySQL na maturę. OpenOffice znam słabo i teraz mam po prostu dylemat. Pewnie wiele osób przechodzi tę samą traumę co ja. Powiedzcie mi proszę – co ma piernik do wiatraka? A raczej – co ma pakiet biurowy do baz danych?

Na tym mój płacz się kończy. Nie podejmę się komentowania wyboru, przed jakim stoją użytkownicy Linuxa.

Całe dzisiejsze zajście skłoniło mnie do dygresji na temat systemu nauczania informatyki w naszych szkołach? Nauczyciele informatyki w gimnazjum dorabiają sobie poza nauką swojego przedmiotu. W większości przypadków dzieciaki grają na komputerach, przeglądają internet albo próbują ominąć blokadę aby móc pooglądać filmy pornograficzne.

Przytoczę małą anegdotę z czasów, gdy byłem w pierwszej klasie gimnazjum (czyli dość dawno). Na jednej z lekcji informatyki zapytałem nauczycielkę, czy wie cokolwiek o programach szpiegujących (Spyware) lub ogólnie o Malware. Nauczycielka zrobiła oczy, po czym zapytała: „Nie, nie wiem o czym mówisz?”. Odpowiedziałem: „Ja co nieco wiem, ale myślałem, że dowiem się czegoś jeszcze od Pani, bo to interesujące”. Odpowiedź nauczyciela? „Chcesz mnie zagiąć?! Nie uda Ci się!!”. Mało brakowało, a poszedłbym do dyrektora.

Jaki z tego morał? Że nauczyciel w gimnazjum zarabia na siedzeniu. Czego możemy się nauczyć w gimnazjum? Jak to mówi mój znajomy: „W gimnazjum uczą Cię Painta”.

Przyszedłem do szkoły średniej – technikum informatyczne. Dokładnie chodzi o ZSŁ w Gdańsku. Renomowana szkoła, znana na pomorzu – jedna z najlepszych na północy.

Nauczyciele znów mnie zawiedli. Najmłodszy z nich ma około 40 lat. Powiedzcie mi proszę, czy taka osoba nadąża za trendami? Czy rozumie najnowsze technologie? Odpowiedź jest prosta – nie!

Większość nauczycieli w szkołach średnich żyje czasami lat 90-tych. Kochają bramki logiczne, pierwsze procesory, kości RAM typu sodimm i płyty główne z 1994 roku. Nauczą nas niczego, niczego oraz niczego. Jeśli jesteśmy osobą obeznaną w zagadnieniach dotyczących informatyki, dowiemy się, jaki był pierwszy procesor oraz co widać na oscyloskopie. Jeśli jesteśmy ciemni – nauczymy się rzeczy, które przydatne i użyteczne były 10 lat temu.

I tutaj znów wychodzi na jaw brak wiedzy u nauczycieli. Turbo Pascal nie jest problemem. Niestety nie wiedzą, o co chodzi z kaskadowymi arkuszami stylów, czym jest nginx oraz co kryje się pod słowem „parsowanie”. Smarty? OPT? Zapomnijcie. Wklejmy trochę HTMLa do PHP i będziemy szczęśliwi. Jeśli po roku nauki PHP nauczysz się robić formularz, masz 5 na koniec. Osobiście więcej pomagałem kolegom na lekcjach PHP, niż nauczyciel. Nie wiem, za co im płacą.

Niektóre lekcje są oczywiście przydatne. Lekcje – nie chodzi o całe przedmioty. Obróbka zdjęć w Photoshopie to przydatne zagadnienie, które warto zgłębić. Zadowolone będą dziewczyny korzystające z NK. :)

Sprzęt w szkołach także nie jest najnowszej daty. Nieumiejętna konfiguracja, dobór komponentów i fakt, że nauczyciele umieją tylko formatować dyski, zamiast pomyśleć, że Eset NOD nie pociągnie na 512 RAM DDR i procesorze 1.6. Brak aktualizacji oprogramowania to kolejna wada. Do dziś używam w szkole Firefoxa 2.0.

Morał tej opowieści jest krótki i niektórym dobrze znany – na tym się dobrze znamy, czego nauczymy się sami.