Data: 27.2.2011 o 18:03 Kategoria: Internet
Mała wielka zmiana facebookowego przycisku

Przycisk „lubię to” znajduje się już niemal pod każdym ar­ty­ku­łem na więk­szo­ści stron in­ter­ne­to­wych. Wpisy na blogach — tych rzadziej od­wie­dza­nych i tych, które znane są nam lepiej — prak­tycz­nie zawsze da się polubić. Ułatwia to nam właśnie ten mały przycisk, w są­siedz­twie którego nie­rzadko znaj­dziemy także button „Udo­stęp­nij”. Pro­gra­mi­ści Fa­ce­bo­oka po­sta­no­wili zmienić po­wia­do­mie­nie po­ja­wia­jącą się na naszej ścianie po klik­nię­ciu w „Lubię to”. Od teraz nie będzie się ona różnić od zwykłego wsta­wie­nia linka, okra­szo­nego mi­nia­turką i naszym ko­men­ta­rzem.

Do­tych­czas przycisk „Lubię to” niewiele potrafił zdziałać w kwestii promocji treści. Jego klik­nię­cie było raczej znakiem dla re­dak­tora, że dany wpis jest „dobry”. Kominek na przykład już jakiś czas temu stwier­dził, że ilość lajków na Fa­ce­bo­oku (dla danego tekstu) jest dla niego od­zwier­cie­dle­niem traf­no­ści sta­wia­nych w nim tez, czy też od­zwier­cie­dle­niem jego „lubialności”.

Klik­nię­cie w „lubię to” rzadko kiedy po­wo­do­wało, że na lubianą przez nas stronę trafiało więcej niż kilka czy kil­ka­na­ście osób. Był to raczej znak dla re­dak­tora, wrzu­ca­ją­cego filmik do sieci czy fo­to­grafa, że oto coś co stworzył jest po prostu „fajne”.

Do dzie­le­nia się treścią służył do­tych­czas przycisk „Udo­stęp­nij”. Jego klik­nię­cie po­wo­do­wało wsta­wie­nie na naszą ścianę linka do treści przez nas po­le­ca­nej, wraz z mi­nia­turką i ko­men­ta­rzem. Zabieg ten miał na celu za­chę­ce­nie zna­jo­mych do po­dą­że­nia za od­no­śni­kiem. Dawało to przy­zwo­ite efekty.

Przycisk „Lubię to” od teraz działać będzie w ten sam sposób co „Udo­stęp­nij”, który prze­sta­nie być z czasem wspie­rany. Czy jest to dobry pomysł? I tak i nie.

Wady

Jeśli czytacie wiele wpisów na blogach, por­ta­lach, oglą­da­cie filmy i obrazki — zapewne chętnie klikacie w przycisk „lubię to”, gdy podoba Wam się dany materiał. Do­tych­czas in­for­ma­cja o „zlaj­ko­wa­niu” była słabo widoczna i nie rzucała się w oczy. Po zmianach może zdarzyć się tak, że lubiąc ogromne ilości stron za­spa­mu­je­cie całego walla linkami z mi­nia­tur­kami. Prze­do­sta­nie się do kon­kret­nej treści będzie trudne. Mam cichą nadzieję, że twórcom FB Purity jakoś uda się wy­eli­mi­no­wać ten problem.

Zalety

Chyba tylko jedna. Więcej wejść z Fa­ce­bo­oka. Osobom, które pragną re­kla­mo­wać się za po­śred­nic­twem tego portalu jest na rękę, że ich czy­tel­nicy czy ob­ser­wa­to­rzy dzielić się będą od teraz pełnym linkiem i mi­nia­turką do wpisu czy filmu. Będzie to nie­zwy­kle sku­teczny sposób promocji. Do­tych­czas laj­ko­wa­nie przy­no­siło słabe efekty. Za­stą­pie­nie ma­lut­kiego info przez duże da spore korzyści.

Jestem ciekaw jak zmieni się polityka blogów i portali po wpro­wa­dze­niu nowego me­cha­ni­zmu. Może się bowiem okazać, że laj­ko­wa­nie stanie się jeszcze bardziej trendy dając jeszcze więcej korzyści. Grunt to zachować zdrowy rozsądek. Przesada związana z dzie­le­niem się con­ten­tem może spo­wo­do­wać skutek odwrotny do za­mie­rzo­nego i zamiast być po­strze­ga­nymi jako ciekawy portal przy­le­pią nam kar­teczkę z napisem „spamer”.

Tagi: Facebook, lubię to