Nagonka na Facebooku na domniemanego kryminalistę

Dla 24 letniego Triza Jefferiesa ostatnie dni musiały być kompletnym koszmarem. Ktoś najwyraźniej w przypływie emocji postanowił napisać post, w którym wskazał Jefferiesa jako osobę podejrzaną o bycie seryjnym gwałcicielem i mordercą przy okazji wklejając jego nazwisko, zdjęcie i adres domu na Facebookowej stronie poświęconej sprawie tzw. Keningston Stranglera (tak nazwano poszukiwanego przestępce). Wystarczyło 8000 osób obserwujących ten profil i tylko jeden post na tymże profilu, aby rozwścieczony tłum zebrał się pod domem podejrzanego.

Sam domniemany przestępca zadzwonił na policję po pomoc. Został eskortowany z obleganego przez tłum domu na posterunek, gdzie poddał się testom DNA, które ostatecznie udowodniły jego niewinność w tej sprawie. Policja poprosiła także administratora Facebookowej strony nt. Keningston Stranglera o usunięcie wszelkich powiązań z Trizem Jefferisem oraz rozpoczęła dochodzenie w sprawie złapania osoby, która zapoczątkowała tę fałszywą informację.

Tak wyglądała strona na Facebooku ze zdjęciem Jeffereisa

Pod wpływem tego jednego posta ludzie zaczęli rozwieszać ulotki i wysyłać między sobą wiadomości tekstowe oskarżające niewinnego Jefferiesa i nawołujące do jego złapania.

Charles Ramsey z filadelfijskiej policji podczas specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej na ten temat wyjaśniał, że rzekomy podejrzany nie jest w żaden sposób powiązany z całą sprawą, co dowodzi jego niewinności.

Cała ta sprawa jest idealnym przykładem na to, że czasem social media więcej szkodzą, niż pomagają. Większość ludzi ślepo wierzy w to, co się napisze, nawet choć trochę nie weryfikując swoich informacji i robi się ogromne zamieszanie. W tym przypadku wszystko mogło się bardzo źle skończyć. Raz puszczona informacja nadal krąży po internecie, a ulotki dalej są w obiegu.

[ź] abcnews.go.com