Recenzja i test Motorola Atrix 4G

Na pierwszy rzut oka telefon Motorola Atrix 4G nie różni się niczym od konkurencji. Jest to klasyczny smartfon pełen ficzerów, które są mniej lub bardziej przydatne. Jest to typowe dla Androidów, niestety w tym modelu jest to tylko 2.2 Froyo, a nie promowane przez Google 2.3.

Poziom wykonania pozostawiam indywidualnej ocenie, choć nie ukrywam, iż Motorola zrobiła duże postępy jeśli chodzi o jakość materiałów. Plastik jest niestety wszechobecny, ale jego jakość wręcz zachwyca. Oczywiście pozostaje w tyle w porównaniu z iPhone 4, gdzie góruje szkło i stal. Nie zmienia to jednak faktu, że w sieci AT&T oba oferowane są w tej samej cenie (bodajże ~199 $). Atrix tak samo jak i jego główny konkurent oferuje aparat 5Mpx. Niestety Motorola wypada w tej kwestii blado (nawet przy posiadaniu dual flash) z racji słabego odwzorowania kolorów. Nie jest to moim zdaniem wina matrycy, lecz odpowiedniego oprogramowania. Ogromny plus za bardzo duży i czytelny wyświetlacz, który wręcz poraził mnie swoją jasnością, a fakt posiadania mniejszej ilości ppi wcale nie deklasuje go w stosunku do iPhone 4 (jednak 4 cale dają mu wyraźne prowadzenie w stosunku do 3,5). Wyświetlacz jest bardzo jasny, klarowny i – co dla mnie jest najważniejsze – świetnie odwzorowuje kolory, a przynajmniej czarny (mega plus). Kolejną wielką zaletą, a zarazem ficzerem jest czytnik linii papilarnych, choć – jak sprawdziłem – da się go oszukać (mój kuzyn go odblokował, co dziwne – może mam wybrakowany model). O wyglądzie można napisać wiele, ale nie zapominajmy, że smartfony są bardzo podobne. Ostateczna ocena należy zaś do potencjalnego klienta.

Oprogramowanie

Patrząc na oprogramowanie stwierdzić mogę, iż android bardzo ewoluował od mojej ostatniej styczności z nim. A tym bardziej z nakładką MotoBlur, dzięki której jest bardziej przyjazny użytkownikowi. Niestety na tym plusy się kończą. Oficjalnie telefon posiada dwurdzeniowy procesor 1GHz i powinien działać szybko i sprawnie w podstawowych sytuacjach, takich jak przeglądanie stron www czy sprawdzanie poczty.  Niestety pozostaje to jedynie w sferze życzeń. Możliwe, że to wina sieci, ale widoczne są pewnego rodzaju lagi. Przy samym “pinch to zoom” w przeglądarce telefon ma pewnego rodzaju czkawkę, która również występuje przy przeglądaniu zdjęć. Niestety brakuje mi tu tej płynności od Apple. Odtwarzacz muzyczny jak i video nie różni się od tych standardowych z Androida. Brak niestety CoverFlow, ale w zamian dostajemy namiastkę equalizera. Interfejs użytkownika jest typowy dla Androida i bez żadnych rewelacji. Duży plus za animowane tapety.

Akcesoria

MediaDock zrobił chyba na mnie najlepsze wrażenie. 1x HDMI, 3x USB i opcja ładowania stanowią bardzo duże zalety tego akcesorium. W dodatku jakość plastiku i wykonania wydaje się być większa niż w przypadku samego telefonu (sic!). W systemie Media Center spisuje się wręcz wyśmienicie (choć wolę osobiście Apple TV 2 gen.) Samo menu Media Center jest wyśmienite i proste w obsłudze. Dodatkową zaletą jest miły dla oka, graficzny interfejs użytkownika. Jednakże wgranie 3 albumów z muzyką, 1 filmu i zrobienie 20 zdjęć nie jest miarodajne. Mimo to MediaDock spełnił podstawowe wymagania, tym bardziej z dedykowaną myszka i klawiaturą od Motoroli. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to surfowanie po www na dużym ekranie (Pioneer Kuro 52″). Przeglądarka sprawia wrażenie nazbyt rozciągniętej. Filmy i zdjęcia wyświetlane są w Full HD, a muzyka współpracuje z domowym audio (też Pioneer). Sam MediaDoc wyświetla obraz w 1080p w zależności od aplikacji (video wyświetlane jest w 1080p 16:9 co jak dla mnie jest plusem). Niestety przeglądarka sama w sobie nie jest zachwycająca. Jest to coś pomiędzy szybkością Chrome’a a wygodą Firefoxa. Bądźmy szczerzy: cudów nie ma, ale jak na tego typu rozwiązanie działa wystarczająco dobrze. Dodatkowo, jeśli podłączymy mysz i klawiaturę (oryginalne od Motoroli lub innej marki), otrzymamy zestaw, który z powodzeniem może zastąpić komputer dla przeciętnego użytkownika.

Najmniej plusów dostał ode mnie LapDock. Materiały i jakość wykonania porównywalne z telefonem. LapDock jest genialnym rozwiązaniem, niestety bez smartfona staje się bezużyteczny. Jest to tylko ekran 11-calowy (gorszy niż w MacBook Air), klawiatura dość wygodna (lekko gumowana) i bardzo żywotna bateria (olbrzymi plus). Plastik typu soft touch jest bardzo miły w dotyku, ale mi osobiście nie przypadł do gustu. Względnie komfortowa klawiatura stanowi coś pomiędzy wirtualną klawiaturą iPada a MacBook Air 11″. Wyświetlacz niestety jak dla mnie okazał się klęską.

Na prośbę iTomka sprawdziłem obsługę flasha i kilku otwartych zakładek w przeglądarce. Niestety Firefox nie dał rady paru stronom www (w tym “FarmVille” na Facebooku) na raz. Chwilami odnosiłem wrażenie, że wróciłem do lat 90-tych. To samo w przypadku kilku zakładek z YouTube, gdzie sprzęt odmówił mi posłuszeństwa. Dziwi mnie fakt instalowania Firefoxa zamiast Chrome’a oraz Linuxa zamiast Chrome OS na tego typu urządzeniu. Natomiast wielkim plusem jest obsługa samego Atrixa z poziomu menu na LapDocku. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, choć prowadzenia rozmów w ten sposób nie polecam. Co do samego LapDocka mam tylko jeszcze jedno zastrzeżenie, jak na urządzenie tego typu – ma ogromny zasilacz.

[wazne color=”blue” title=”Od autora”]

Jest to gościnny wpis, który powstał przy współpracy z naszym czytelnikiem Sebastianem Schäefferem @SZ3FU, który sam o sobie pisze: Typical man who love design. :D

[/wazne]