The new iPad (3. gen) – recenzja

Może trudno w to uwierzyć, ale iPad jest z nami już od ponad dwóch lat. Pierwsza generacja tego urządzenia nie pozbawiona była wad – brakowało kamer, wielu osobom przeszkadzała grubość urządzenia, rozczarowywała także mała ilość pamięci RAM (szczególnie przy oprogramowaniu 4.2 i w wersjach nowszych). Rok później zobaczyliśmy iPada 2 – lżejszego, smuklejszego, z kamerami oraz ze zwiększoną ilością RAMu. Wtedy uznałem, że jest to tablet idealny i niczego mu nie brakuje. Najnowsza, trzecia generacja tabletu jest rozwinięciem idei swojego poprzednika, głównie poprzez dodanie niesamowitego ekranu Retina. Niestety, ciągle możemy znaleźć w nim wady.

Wygląd

Usilnie szukałem znaczących różnic w wyglądzie w porównaniu do poprzednika, jednak jedyne, co znalazłem to większy obiektyw tylnej kamery. Rewolucyjny design? Na pewno nie. Tablet jest też grubszy, jednak nie zauważymy tego gołym okiem (różnica jest na poziomie 0,6 mm (The new iPad ma grubość 9,4 mm). Jest to ciągle smukłe i wygodnie leżące w dłoni urządzenie. Nawet pudełko nie uległo drastycznej zmianie (nowa tapeta pod ikonami oraz logo iCloud na dole). Pod tym względem czuję się, jakbym miał jednego iPada od marca 2011 roku. Jeśli więc chcecie kupić nowego iPada, żeby nim “poszpanować”, zapomnijcie – nikt nie rozpozna, który to model. Znajomi często na widok mojego nowego iPada pytali, czy widziałem najnowszą generację. Kiedy mówiłem im, że tak i właśnie ją trzymam w rękach, byli w dużym szoku.

Jednak wszystko się zmienia, kiedy weźmiemy tablet do ręki. Jak już wcześniej wspominałem, grubość nie jest problemem, ale zwiększona waga już jest – dla przypomnienia 652 g vs. 601 g. Po kilkunastu dniach powoli się przyzwyczajam do niej, mimo to chciałbym, aby czwarta generacja hitu z Cupertino była lżejsza. Pod tym względem iPad 2 był dużo lepszy, żeby nie powiedzieć, “idealny”.

Wnętrzności

Tutaj sprawa ma się podobnie, jak w poprzedniej części tekstu – praktycznie to samo. Mamy do czynienia z tym samym procesorem (dwurdzeniowy 1 GHz), jednak układ zyskał przydomek “X” z powodu nowej grafiki, teraz czterordzeniowej. Na pokładzie znajduje się także 1 GB pamięci RAM (512 MB w poprzednim iPadzie) oraz funkcje komunikacyjne takie, jak Bluetooth 4.0, czy Wi-Fi a/b/g/n.

Phil Schiller prezentuje układ A5X (fot. BGR)

Jeżeli zdecydujemy się na droższą o 500 zł wersję nazwaną “Wi-Fi + 4G”, dostaniemy kontrowersyjny moduł GSM. Dlaczego kontrowersyjny? Jak już wspomniałem, w nazwie widnieje 4G, które kojarzy nam się głównie z LTE. Niestety, to ostatnie jest obsługiwane tylko w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie (częstotliwość 2100 MHz), podczas gdy w Europie LTE działa na paśmach 1900 MHz oraz 2600 MHz. Teoretycznie więc, iPad jest urządzeniem z LTE, jednak nie możemy z niego skorzystać w naszym kraju. Poza tym mamy do wyboru trzy wersję pojemnościowe: 16, 32 oraz 64 GB. Ja kupiłem podstawową wersję 16 GB z Wi-Fi, co wyjaśniałem w jednym z poprzednich wpisów.

Obiektyw aparatu w nowym iPadzie

Przy wyglądzie wspominałem o większym obiektywie kamery. Jest tak dlatego, że nowy iPad, to nowa kamera. Układ, noszący nazwę iSight (kiedyś tak były nazywane kamery w Makach), jest mieszanką apartów z iPhone’a 4 oraz iPhone’a 4S. Z pierwszego wzięto matrycę, zaś drugi dał optykę i tak też sprawa się ma, jeśli patrzymy na jakość zdjęć – coś pomiędzy “czwórką” a “czteryeską”. Poza tym, kręci filmy w pełnym Full HD, o czym pisałem w pierwszych wrażeniach. Przednia kamerka to ciągle FaceTime o rozdzielczości VGA, znana z poprzedniego iPada, czy iPhone’ów.

Ekran

Pierwszy raz postanowiłem w recenzji poświęcić osobną część na ekran, ponieważ, w tym wypadku, jest o czym pisać. Pierwsze generacje iPadów miały ekran o rozmiarze 9,7″ i rozdzielczości 1024×768. Prawdę mówiąc, mimo, że obok leżał iPhone 4 ze swoją sławną Retiną, to niczego mi w nich nie brakowało. Przeciwnie – byłem bardzo zadowolony z jakości wyświetlanego obrazu, czy to pod względem odwzorowania barw, czy ostrości.

Po lewej – iPad 2. Po prawej – nowy iPad.

Najnowsze dzieło inżynierów z Apple zostawia  daleko w tyle opisany wyżej ekran. Retina, bo tak się nazywa, ma przekątną również równą 9,7″, jednak rozdzielczość została podniesiona do niewiarygonych 2048×1536, czyli 3,1 miliona pikseli. Dzięki rozwiązaniu o nazwie HiDPI, wszystkie przyciski, teksty są tej samej wielkości, co na poprzednich tabletach z Cupertino, a każdy jeden piksel jest też tworzony przez cztery. Uzyskujemy idealnie ostre czcionki, ba, wszystko jest idealnie ostre (poza własnymi grafikami deweloperów, którzy nie dostosowali swoich programów do Retiny).

Ktoś na Twitterze zapytał się, dlaczego wszyscy się tak zachwycają ekranem w recenzowanym produkcie, skoro iPhone 4/4S, Samsung Galaxy Nexus lub Sony Xperia S mają dużo wyższy współczynnik PPI. Zgadzam się, mają, jednak pierwszy raz widzę obraz takiej jakości na tak dużym ekranie. Mimo, że swojego laptopa kupowałem, kierując się jak największą rozdzielczością na 13″, to niechętnie siadam do niego, głównie z powodu nie tak ostrego obrazu. Poprawiono także kolory, przez co sam ekran ma cieplejszą barwę. Koniecznie sprawdźcie, czy to Wam odpowiada.

W pierwszych wrażeniach pisałem o lekko żółtym ekranie. Następnego dnia, efekt zniknął, prawdopodobnie dosychał klej, pokazuje to w jakim pośpiechu składane i wysyłane są nowe iPady, aby zaspokoić potrzebę klientów.

Wydajność

Najnowszy iPad jest tak samo szybki, jak poprzednik. Nie ma co się dziwić, w końcu procesor, który odpowiada za prędkość urządzeń, nie uległ zmianie.

Co innego grafika. Czterordzeniowa jednostka została “wpakowana” do tabletu, aby dać siłę dla omawianego przed chwilą ekranu. W tym przypadku widać skok wydajności w porównaniu do dwójki i widać wyraźną różnicę. Poprzednik, po podłączeniu do telewizora Full HD i włączeniu, na przykład, Fify 12, potrafił gubić klatki, mieć problemy z płynnością animacji, a do obsłużenia miał “tylko” 2,86 miliona pikseli. Następca ma 3,1 miliona pikseli w samym ekranie, zaś nawet po podłączeniu do telewizora, wszystkie gry chodzą płynnie oraz nic nie “tnie”.

Warto także wspomnieć o słynnym problemie nazwanym “heatagate”, czyli grzaniu się nowego modelu. Tak. Grzeje się przy graniu w wymagające gry, przy oglądaniu filmów w Full HD. Nie. Nie poparzył mnie, gdyż nie jest gorący, a przyjemnie ciepły (można powiedzieć, letni). Podczas przeglądanie stron internetowych pozostaje lekko ciepły, jednak z tego, co wiem, jest to temperatura na poziomie 38 st. Celsjusza (dla przypomnienia ludzkie ciało – 36,6 st. Celsjusza), jeśli więc ktoś mówi, że go parzy przy sprawdzaniu Fejsa, powinien udać się do lekarza, ponieważ bałbym się na jego miejscu dotykać siebie lub innych ludzi. Powód podwyższonej temperatury to mocniejszy układ graficzny oraz, podobno, bateria.

Tak oto znajdujemy się przy baterii, a dokładnie czasie pracy z niej. Jest to przekłamywane przez każdego producenta, nie inaczej dzieje się w przypadku Apple. Według specyfikacji, nowy iPad wytrzyma 10 godzin przeglądania internetu (Wi-Fi) na baterii. Podobnie sprawa ma się, jeśli chodzi o filmy, czy muzykę, zaś, korzystając z łączności LTE, mamy 9 godzin surfowania do momentu rozładowania tabletu. Jak jest naprawdę? 14-15 godzin surfowania po internecie z oglądaniem filmów, bez najmniejszego problemu, włączony przy tym Bluetooth, jasność na “Auto” oraz muzyka i komunikator w tle. Na co dzień ładuję tablet co 2-3 dni, zależy od tempa dnia, warto dodać, że są dni w których korzystam z tabletu przez cały dzień, non-stop, wtedy, pod wieczór, mam jeszcze 40% naładowania. Na tym polu iPad jest jedyny w swoim rodzaju i niewiele urządzeń potrafi go przebić.

Kolejną wadą tabletu, o jakiej jest głośno w mediach, jest długość ładowania, słyszałem nawet o 18 godzinach! Jest to (tak, nie bójmy się użyć tego słowa) bullshit. Urządzenie ładuje się kilka chwil (no, tak z pięć godzin), jednak nie widzę problemu, aby podłączyć je na noc do prądu. Obiło mi się, o uszy, że nie można korzystać z tabletu podczas ładowania – można, sam nawet grałem w Real Racing 2 i nie wydłuża to znacząco czasu ładowania.

Kamera

Wcześniej opisałem krótka kamerę iSight – mix aparatów z iPhone’a 4 oraz 4S. Zdjęcia zrobione tabletem są naprawdę dobrej jakości. Nie zmienia to faktu, że ciągle, próbując zrobić zdjęcie 10-calowym urządzeniem, wygląda się jak, co najmniej, idiota. Mimo to, znajduję zastosowanie dla takiego układu – gdy potrzebujemy na szybko zrobić zdjęcie jakiegoś niedużego obiektu, na przykład sprzedawanej myszki komputerowej, korzystając ze Smart Covera, kładziemy iPada przed sobą i robimy bardzo fajne zdjęcie sprzedawanego produktu. 

[nggallery id=64]

Więcej przykładowych zdjęć zrobionych nowym iPadem znajdziecie tu.

Podobnie sprawa ma się z kręceniem filmów. Wszystkie filmiki na swoim dawnym blogu kręciłem właśnie iPadem, ponieważ pozwalał na zastąpienie aparatu oraz statywu. Teraz nowy iPad kręci filmy w Full HD, dzięki czemu dostajemy jeszcze lepszą jakość wideo. Ciekawie także prezentuje się funkcja stabilizacji obrazu. Większość moich “produkcji” kręconych bez statywu, czy podstawki, charakteryzuje się trzęsącym obrazem, w nowym iPadzie ten problem znika. Jednak tutaj wracamy do problemu opisanego w poprzednim akapicie – kręcąc filmy 10-calowym urządzeniem wygląda się, co najmniej, jak idiota.

Warto też zauważyć, że interfejs aparatu posiada teraz funkcję wykrywania twarzy.

System

Po wyjęciu tabletu z pudełka wita nas ekran startowy iOSa w wersji 5.1. Dzięki temu, możemy aktywować urządzenie bez korzystania z komputera, a nawet przywrócić kopię zapasową z poprzedniego iPada! Mimo to, mój egzemplarz został aktywowany przy użyciu staroświeckiej metody, czyli iMaka (w tym przypadku modelu 27″).

Jeśli chodzi o płynność działania, nie można mu nic zarzucić. Podobnie, jak w iPadzie 2, wszystko po prostu działa i to cholernie szybko. Żadnych przycięć, spowolnień. Nie ma co się dziwić, że cały iOS jest przystosowany do Retiny, dzięki czemu wygląda wprost bajecznie. Niestety, brakuje trochę jakichś specjalnych funkcji systemowych dla nowego modelu. Nie mówię, że ich nie ma, bo są. A dokładnie jest – dyktowanie.

Dyktowanie, czyli namiastka Siri. Podczas pisania, korzystając z klawiatury angielskiej, francuskiej czy niemieckiej, obok spacji pojawia się przycisk mikrofonu. Po jego naciśnięciu zmienia kolor na fioletowy, zaś przy kursorze pojawiają się trzy kropeczki: wtedy można mówić. Najlepiej jest wypowiadać pożądaną kwestię w języku, w którym aktualnie jest ustawiona klawiatura – wtedy na sto procent nas zrozumie, bowiem działa to naprawdę bardzo dobrze.

Podsumowanie

Jeszcze, gdy w blogosferze królowały plotki, napisałem, że nowy iPad nie będzie miał nazwy “3”, ale “2S”, ponieważ liczba zmian jest symboliczna. Dzisiaj wiem, dlaczego jego oficjalna nazwa to po prostu iPad – nie zasługiwał nawet na “eSkę”. Nowy ekran jest bardzo fajny, jednak to jedna z bardzo niewielu nowości (układ graficzny, kamery oraz dyktowanie). Zapewne wielu z Was ma iPada 2. Jeśli obecny tablet Was zadowala, nie kupujcie nowego modelu, chyba że jesteście maniakami, którzy muszą mieć najnowszy sprzęt, bądź naprawdę bardzo (bardzo!) dużo czytacie. W przeciwnym wypadku poprzednia generacja w zupełności wystarczy. Jeżeli natomiast stoicie przed kupnem swojego pierwszego tabletu, bądź posiadacie pierwszą generację “hitu z Cupertino”, proponuję wyłożyć te kilka stów więcej i skusić się na najnowszą odsłonę tego tabletu. Ekran Retina, fenomenalny aparat oraz świetna grafika składają się na tablet prawie-idealny. Do pełni szczęścia brakuje mi lżejszej obudowy oraz, aby mniej się grzał. No ale jak to mówią: “wszystkiego mieć nie można”. Niestety.

Zalety:

  • Ekran Retina,
  • świetny aparat,
  • bardzo długi czas pracy na baterii,
  • wydajny układ A5X,
  • ekosystem Apple z iCloud na czele.
  • Wady:
  • Wysoka cena topowej wersji,
  • niezmieniony wygląd,
  • zbyt wysoka waga.

Ocena: 9,5/10