Pheed – nowe medium społecznościowe

Spotkaliście się kiedyś z nazwą “Pheed”? Nie? Ja też wcześniej nigdy o tym nie słyszałem. Ale skoro z Pheeda korzystają takie gwiazdy jak David Guetta, Paris Hilton czy Chris Brown, to “wiedz, że coś się dzieje”. Na czym polega fenomen ego nowego serwisu społecznościowego?

Patrząc na otaczające nas wszędzie Facebookowe “lajki” i Googlowe “+1”, Twitterowe “ćwierknięcia”, zalew zdjęć z Instagramu czy też postów na Tumblrze, można odnieść wrażenie, że właściwie wszystkie narzędzia potrzebne do zaistnienia w sieci i dzielenia się czym popadnie zostały już wytworzone i intensywnie rozwinięte, tak, że nie można już niczym zaskoczyć internautów, bo nie ma rzeczy, której by nie wynaleziono. ;)

Pheed jest startupem, który można w pewnym sensie nazwać miksem Twittera oraz Tumblra. Oto otrzymujemy bowiem możliwość obserwowania treści dodawanych przez innych użytkowników (niczym “follow” w Twitterze), a zarazem nie  jesteśmy ograniczeni do 140 znaków. Ba, nie ogranicza nas nawet forma! Do wyboru mamy bowiem tekst, dźwięk, obraz, wideo oraz transmisje live. Treściami, które wytworzymy, możemy się dzielić z resztą “pheedersów” nieodpłatnie, lub też określając kwotę miesięcznej subskrypcji naszych wpisów (od $1.99 o $34.99) lub kwotę, jaką należy zapłacić za obejrzenie transmisji na żywo (również od 1.99-34.99 dolarów). Do naszej kieszeni wpadnie równo połowa sumy, którą wyznaczyliśmy, reszta zostanie przeznaczona na prowizję dla Pheedu oraz na utrzymanie serwerów etc..

Tak wygląda Pheed
Tak wygląda Pheed

Twórcy startupu stworzyli narzędzie, które pozwala wyrazić się o wiele szerzej niż w tweecie, w o wiele mniejszym natłoku informacji niż na Facebooku, dodatkowo z opcją zarobku. Jak twierdzi O.D. Kobo, CEO i co-founder projektu, jeśli istnieje opcja monetyzacji treści, użytkownicy będą się starali tworzyć o wiele bardziej wartościowe treści. A dzięki szerokim możliwościom doboru formy, właściwie ogranicza ich tylko wyobraźnia.

Problem jednak może pojawić się wtedy, gdy fani – przyzwyczajeni do otrzymywania treści za darmo – nie będą chcieli płacić za możliwość czytania wpisów umieszczanych przez celebrytów. Tak samo, jak trudno jest przekonać nas do płacenia za treści publikowane przez gazety. Czy liczba użytkowników Pheedu będzie rosnąć w tak szybkim tempie? Czas pokaże, jednak ten “Twitter z modelem biznesowym”, jak określił ten startup miesięcznik Forbes, na pewno nie da nam o sobie zapomnieć w najbliższym czasie.

[ź] forbes.com, pheed.com