Czy monitoring sieci jest dla każdego? Wywiad z Michałem Sadowskim

Podczas odbywającej się 27 listopada konferencji „ Marketing i Technologia – Wrogowie czy przyjaciele?” miałem przyjemność spotkać się z Michałem Sadowskim, CEO w Brand24 oraz zadać mu kilka pytań, związanych z monitorowaniem treści w Internecie.

Istnieje pewna teoria, zgodnie z którą nie ważne, co o nas mówią, ważne że mówią, bo liczy się bardziej buzz wokół marki. Co o tym sądzisz?

Myślę, że nie do końca tak jest. Owszem – ważne, żeby mówiono o nas pozytywnie, natomiast jest bardzo źle, jeśli mówi się o nas negatywnie. I to jest coś, czego przy tworzeniu startupów czy budowaniu marki w sieci absolutnie trzeba unikać. Przeciwdziałanie potencjalnym negatywnym komentarzom to jeden z głównych celów , dla których powstały narzędzia monitoringu Internetu. Nie jestem fanem tego przysłowia. My akurat mamy to szczęście, że raczej pozytywnie się mówi na temat naszej działalności, ale muszę przyznać, że każdy negatywny komentarz, choćby pojedynczy, spędza mi sen z powiek i zastanawiam się, co zrobiliśmy nie tak i co należy poprawić.

W ramach Brand24 monitorujecie sieć na wielu płaszczyznach. Czy marki mają większe „wzięcie” na Facebooku, Twitterze czy może gdzieś indziej? Jak myślisz, czym jest to spowodowane?

Na tym polu zdecydowanie wygrywa Facebook i trudno się dziwić, biorąc pod uwagę liczbę użytkowników z niego korzystających. Jeśli chodzi o Twittera, jest to moim zdaniem nadal medium drugorzędne, choć trzeba przyznać, że w ostatnim czasie coraz mocniej zyskuje na znaczeniu i jest bardziej doceniany – jak choćby w przypadku TVN24 i hashtagu #PZPNwybiera, czy też kwestii związanych ze Stadionem Narodowym lub eventem Red Bull Stratos.

Z ogromną ciekawością natomiast obserwuję losy trochę innego gracza, jakim jest Instagram. Bardzo szybko rośnie on w siłę – w tej chwili ma już 100 milionów użytkowników. Nie wiem, ilu z nich to Polacy, ale z obserwacji Glogerów czy osób, które jednocześnie prowadza profile na wielu kanałach, wynika, że coraz więcej osób decyduje się na wykorzystanie tego narzędzia. Tym bardziej, że poprzez media możemy budować znacznie lepsza więź interakcji z naszymi odbiorcami.

Czy monitoring jest dla każdego? Załóżmy, że prowadzę prostą stronę WWW na jakiś temat, mającą średnio około 150 wyświetleń dziennie. Czy opłaca mi się monitorować sieć tak, jak robią to duże marki? Czy w ogóle jestem w stanie na tym zyskać?

Monitoring prowadzony na szeroką skalę z pewnością bardziej przyda się silnym markom, których obecności klienci są świadomi i dzielą się informacjami na ich temat w sieci, nie tylko ze znajomymi, ale także na różnych forach czy portalach. Należy jednak pamiętać o tym, że istnieją także branże, których klientela nie jest obecna w sieci – np. dewocjonalia. Trudno oczekiwać, że klienci artykułów związanych z dewocjonaliami będą równie często i aktywnie dzielić się informacjami dotyczącymi marek.

W tym przypadku, o którym wspominasz, prowadząc prostą stronę WWW, rekomendowałbym np. korzystanie z darmowych usług typu Google Alerts, który jednak nie informuje nas o wszystkim – nie zawiadomi nas o toczącej się na Facebooku dyskusji, która związana jest z naszą stroną czy firmą. Można też trochę chałupniczo, w oparciu o wyszukiwarkę Google co jakiś czas sprawdzać sobie wyniki wyszukiwania dla naszej marki i w ten sposób docierać do treści z nami związanych oraz dołączać się do ewentualnych dyskusji na forach.  Monitoring powinniśmy traktować także jako profilaktykę – nie tylko ratowanie sytuacji krytycznych oraz ripostowanie na negatywne komentarze, ale także wchodzenie w interakcję z użytkownikami, którzy pozytywnie się o nas wypowiadają, budującym samym pozytywny wizerunek marki także wśród obserwatorów naszej dyskusji.