Gotham wróciło na mapę, ale nie wróciło do normalności. Recenzja Batman: Nowe Gotham. Tom 1

Gotham wróciło na mapę, ale nie wróciło do normalności. Recenzja Batman: Nowe Gotham. Tom 1

Batman: Nowe Gotham. Tom 1 to album, który pokazuje Gotham nie jako zwykłe miasto po odbudowie, ale jako organizm po ciężkim urazie. “Ziemia Niczyja” się skończyła, miasto formalnie wróciło do Stanów Zjednoczonych, policja znowu próbuje działać, a Batman wraca na ulice. Problem w tym, że powrót do normalności jest tu tylko fasadą. Pod spodem nadal widać pęknięcia, zmęczenie, nieufność i brud, którego nie da się zmyć samą decyzją administracyjną.

Album Batman: Nowe Gotham. Tom 1 zbiera w sobie “Batman: Turning Points” #1-5 oraz “Detective Comics” #742-753, ale dla mnie właściwym rdzeniem tomu są właśnie zeszyty z “Detective Comics”. Greg Rucka dobrze czuje Batmana w bardziej kryminalnym, policyjnym wydaniu. Nie próbuje budować historii wyłącznie na wielkich pojedynkach i kolejnych spektakularnych zagrożeniach. Znacznie mocniej interesuje go miasto, GCPD, Gordon, Montoya, Bullock, Allen i ludzie, którzy muszą funkcjonować w Gotham po katastrofie.

Najlepsze w Batman: Nowe Gotham. Tom 1 jest “Detective Comics”

Największą siłą “Nowego Gotham” jest atmosfera. Greg Rucka pokazuje miasto, które niby zostało odbudowane, ale wcale nie zostało uleczone. Przestępczość nie zniknęła, tylko zmieniła układ sił. Policja nie odzyskała pełnej kontroli, tylko wróciła do pracy w miejscu, które przez długi czas żyło bez zasad. Batman nadal jest potrzebny, ale coraz wyraźniej widać, że samą obecnością na dachach nie naprawi miasta.

Właśnie dlatego bardzo dobrze wypadają tu postacie drugiego planu. Gordon nie jest tylko człowiekiem od zapalania bat-sygnału. Montoya, Bullock i Allen nie są wyłącznie policyjnym tłem. Rucka traktuje GCPD jak ważną część Gotham, a nie dekorację dla Batmana. Czuć tutaj kierunek, który później bardzo mocno wybrzmi w “Gotham Central”. Jeśli ktoś lubi Batmana bardziej detektywistycznego, miejskiego i policyjnego, ten tom powinien trafić w jego gust.

Sama intryga z Ra’s al Ghulem, Whisper A’Daire i gangsterskimi napięciami daje albumowi komiksowy napęd, ale nie ona zostaje najmocniej w pamięci. Znacznie ciekawszy jest obraz Gotham po przejściach. Miasta, w którym odbudowa nie oznacza oczyszczenia, a powrót prawa nie oznacza powrotu sprawiedliwości.

Rysunki robią klimat

Dużo dobrego robi też warstwa graficzna. Shawn Martinbrough daje Gotham konkretną twarz: ciężką, cienistą i zimną. To nie jest miasto z efektownych pocztówek ani monumentalna scenografia dla superbohaterskich póz. Jest to bardziej miejsce zbudowane z zaułków, policyjnych wnętrz, mroku i ludzi, którzy wyglądają, jakby za długo oddychali tym samym brudem.

Ograniczona kolorystyka dobrze współgra ze scenariuszem. Album nie potrzebuje wizualnego hałasu, bo najlepiej działa jak kryminał noir osadzony w świecie superbohaterskim. Batman wygląda tu naturalnie nie dlatego, że dominuje nad każdym kadrem, ale dlatego, że pasuje do tego chorego, niedoleczonego miasta.

Nie każdy fragment wygląda równie mocno, ale ogólnie strona graficzna jest jednym z głównych powodów, dla których “Nowe Gotham” ma własny charakter. Bez tego przygaszonego, brudnego tonu cały album straciłby sporą część siły.

“Turning Points” wyraźnie odstaje

Największy problem mam z “Batman: Turning Points”. Sam pomysł jest sensowny, bo miniseria wraca do relacji Batmana i Gordona w różnych momentach ich wspólnej historii. Jest to ogółem ważny temat, bo Gordon od zawsze był jednym z fundamentów batmańskiego świata. Bez niego Batman byłby znacznie bardziej oderwany od miasta i jego instytucji.

Tyle że wykonanie nie jest tak mocne jak w “Detective Comics”. “Turning Points” skacze po wątkach, epokach i stylach, przez co wypada bardziej jak dodatkowy materiał niż część tej samej opowieści. Są tu dobre momenty, szczególnie te skupione na nieufności i stopniowym budowaniu relacji Batmana z Gordonem, ale całość jest nierówna. W moim odczuciu ta miniseria jest wyraźnie słabszą częścią tomu. Nie psuje albumu, ale zaburza jego rytm. Po gęstszym, miejskim i bardziej konsekwentnym “Detective Comics” działa jak przeskok do innego typu opowieści. Tematycznie da się ją uzasadnić, czytelniczo różnica jest bardzo wyraźna.

Batman: Nowe Gotham. Tom 1 – czy warto?

Warto, szczególnie jeśli lubicie Batmana bardziej kryminalnego niż widowiskowego. Największą zaletą tomu jest sposób pokazania Gotham po “Ziemi Niczyjej”. To miasto wróciło na mapę, ale nie wróciło do zdrowia. Rucka dobrze wykorzystuje ten moment i pokazuje, że po wielkiej katastrofie najciekawsze bywa nie samo zniszczenie, lecz życie po nim.

“Detective Comics” wypada tu zdecydowanie najlepiej. Ma klimat, dobrze prowadzone postacie z GCPD i mocne poczucie miejsca. “Turning Points” jest dodatkiem słabszym, zbyt poszatkowanym i mniej angażującym, choć nadal ma sens jako opowieść o relacji Batmana z Gordonem.

Batman: Nowe Gotham. Tom 1 nie jest albumem idealnie równym, ale jako całość broni się bardzo dobrze. Najmocniej wtedy, gdy nie próbuje udawać wielkiego wydarzenia, tylko pokazuje Gotham jako miasto, które przetrwało koniec świata, ale nadal nosi go pod skórą.