Recenzja komiksu Nowy świat Ultimate. Inwazja. Marvel zaczyna wszystko od nowa

Recenzja komiksu Nowy świat Ultimate. Inwazja. Marvel zaczyna wszystko od nowa

Marvel ma za sobą tyle restartów, alternatywnych rzeczywistości i prób odświeżania własnych bohaterów, że zapowiedź kolejnego świata Ultimate mogła budzić raczej zmęczenie niż ekscytację. “Nowy świat Ultimate. Inwazja” szybko pokazuje jednak, że Jonathan Hickman nie zamierza odgrzewać starego pomysłu, tylko wykorzystuje go jako punkt wyjścia do stworzenia rzeczywistości, w której ktoś celowo ukradł światu jego superbohaterów.

Za wszystkim stoi Stwórca, czyli Reed Richards pochodzący ze starego Ultimate Universe, który już dawno temu przestał przypominać człowieka mającego ratować świat. Tym razem nie chce go jednak podbić ani wysadzić w powietrze, bo jego plan jest znacznie bardziej interesujący.

Kto powiedział, że Spider-Man musi zostać Spider-Manem?

Stwórca trafia do nowej rzeczywistości i zaczyna zmieniać jej historię tak, aby znani nam bohaterowie nigdy nie otrzymali okazji do zostania bohaterami. Peter Parker nie zostaje ugryziony przez pająka, inni przyszli herosi zostają zabici, uwięzieni albo podporządkowani, a w miejscu znanego Marvela powstaje kontrolowany przez Stwórcę polityczny system. Dla mnie właśnie tutaj kryje się największa siła “Inwazji”. Hickman nie pyta po raz kolejny, jak wyglądałby nieco inny Iron Man albo młodszy Spider-Man. Zastanawia się, jak wyglądałby świat Marvela, gdyby ktoś świadomie wyrwał z niego całą epokę superbohaterów, a następnie pozwolił ludziom odkryć, że odebrano im przyszłość, którą powinni byli otrzymać.

Problem w tym, że pomysł zdecydowanie przerasta rozmiary tego albumu. Hickman w czterech zeszytach próbuje opowiedzieć o Stwórcy, Howardzie i Tonym Starkach, Doomie, Kangu, nowych układach politycznych, zmienionej historii świata oraz zasadach funkcjonowania całej Ziemi-6160. Momentami jest to fascynujące, ale równie często mam wrażenie, że czytam dokumentację świata, który dopiero za chwilę stanie się miejscem właściwej opowieści. Postacie pojawiają się, dostają kilka stron i ustępują miejsca kolejnym pomysłom, a niektóre zwroty akcji robiłyby znacznie większe wrażenie, gdyby wcześniej dano nam czas przywiązać się do ich uczestników. Dużo wielkich idei, niedopowiedzeń, technologii, polityki i elementów, których znaczenie ma ujawnić się później.

Znacznie łatwiej docenić stronę wizualną, za którą odpowiada Bryan Hitch, czyli jeden z twórców najmocniej kojarzonych z pierwszym Ultimate Universe. Jego zamiłowanie do szerokich, niemal filmowych kadrów bardzo dobrze pasuje do historii, w której bohaterowie nieustannie operują na skalę większą niż pojedyncze miasto czy nawet państwo. Technologie Stwórcy, monumentalne konstrukcje i większe starcia mają odpowiedni ciężar, a najlepsze plansze rzeczywiście przypominają wysokobudżetowe sceny z filmu science fiction. Nie powiedziałbym jednak, że Hitch robi dziś takie wrażenie jak za czasów pierwszych “Ultimates”. Mniejsze kadry bywają sztywne, mimika postaci nie zawsze przekonuje, a finałowa akcja jest paradoksalnie mniej ciekawa niż spokojniejsze momenty, w których Hickman pozwala swoim bohaterom rozmawiać i kombinować. Nadal jest to bardzo solidnie narysowany album, ale przy komiksie mającym symbolizować narodziny całego nowego świata oczekiwałem od oprawy nieco większego efektu “wow”.

Największy problem z oceną “Nowy świat Ultimate. Inwazja” polega więc na tym, że nie jest to do końca samodzielna historia. Jest to bardziej gigantyczny prolog, który ustawia pionki i dopiero przygotowuje miejsce dla “Ultimates”, “Ultimate Spider-Mana” oraz pozostałych serii rozgrywających się na Ziemi-6160. Sam finał pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi, a po zamknięciu albumu trudno oprzeć się wrażeniu, że najlepsze dopiero ma nadejść. Tyle tylko, że z dzisiejszej perspektywy wiemy już, iż rzeczywiście nadeszło, bo nowy Ultimate okazał się jednym z ciekawszych eksperymentów Marvela ostatnich lat. Dlatego mimo nierównego tempa, informacyjnego przesytu i historii, która momentami bardziej obiecuje niż dostarcza, uważam “Inwazję” za bardzo dobry punkt startowy. Nie jest to komiks, który poleciłbym komuś szukającemu jednej zamkniętej opowieści na wieczór. Jeśli jednak chcecie wejść w nowy świat Ultimate, trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce, żeby zobaczyć moment, w którym Marvel zaczął budować go od fundamentów.