Komiksowe adaptacje opowiadań Andrzeja Sapkowskiego zdążyły już zadomowić się na mojej półce i nadal mam do nich trochę nietypowy stosunek. Oryginały czytałem tyle razy, że nie potrzebuję kolejnego sposobu na poznanie historii Geralta, a jednocześnie właśnie dlatego interesuje mnie, jak kolejni twórcy wyobrażają sobie sceny, które od lat funkcjonują w mojej głowie. Raz wypada to lepiej, raz gorzej, ale “Ostatnie życzenie” miało pod tym względem wyjątkowo wysoko zawieszoną poprzeczkę.
Jest to przecież nie tylko jedno z najbardziej rozpoznawalnych opowiadań Sapkowskiego, ale też historia fundamentalna dla całego późniejszego Wiedźmina. Dżinn, Jaskier doprowadzający do kolejnej katastrofy, pierwsze spotkanie Geralta z Yennefer oraz wydarzenia, które zwiążą tę dwójkę na znacznie dłużej, niż początkowo mogliby przypuszczać. Wszystko to doczekało się teraz 72-stronicowej komiksowej adaptacji i po wcześniejszych tomach mogę powiedzieć jedno – właśnie tak powinno się przenosić wiedźmińskie opowiadania na papier po raz drugi.
Wiedźmin Ostatnie Życzenie wygląda tak, jak powinien wyglądać komiksowy Wiedźmin
Za scenariusz adaptacji odpowiada Marcin Zwierzchowski, rysunki przygotował Guillermo Fajardo, a kolory Neeraj Menon. W Polsce album wydał Egmont w miękkiej oprawie ze skrzydełkami, w dobrze znanym z poprzednich części formacie 167 x 255 mm. Całość liczy 72 strony, a cena okładkowa wynosi 29,99 zł. Jeśli czytaliście moje wcześniejsze recenzje tej serii, to wiecie już zapewne, gdzie zwykle dostrzegam jej największy problem. Komiks z definicji musi skondensować opowiadanie. Wypadają opisy, dialogi zostają skrócone, tempo rośnie i część tego charakterystycznego “sapkowskiego mięsa” zwyczajnie znika. Przy “Krańcu świata” miałem przez to wrażenie, że historia straciła część pazura. “Ostatnie życzenie” znosi ten zabieg znacznie lepiej, bo samo opowiadanie aż prosi się o bardziej wizualną formę.
Czytaj też: Komiksy z wiedźmińskich opowiadań. Recenzja dwóch klasyków


Jest tu bowiem wszystko, czego potrzebuje komiks. Mamy chaos wywołany przez dżinna, sporo magii, dynamiczne sceny, wyraziste postacie i wreszcie Yennefer, która od pierwszych chwil powinna sprawiać wrażenie kogoś jednocześnie fascynującego i niebezpiecznego. Dzięki temu nawet po skróceniu poszczególnych scen historia nie sprawia wrażenia wykastrowanej do prostego streszczenia. Wręcz przeciwnie – miejscami forma obrazkowa zwyczajnie jej pomaga.
Guillermo Fajardo nie próbuje przy tym zrobić z Geralta superbohatera. Wiedźmin jest szczupły, zmęczony i odpowiednio “brudny”, Jaskier ma w sobie dokładnie tyle komediowej przesady, ile trzeba, a w bardziej dynamicznych fragmentach kadry stają się wyraźnie agresywniejsze. Bardzo dobrze działa również kolorystyka Neeraja Menona. Stonowane brązy, szarości i zielenie potrafią nagle ustąpić miejsca intensywnej czerwieni, różowi czy błękitowi, kiedy na scenę wchodzi magia. Widać to szczególnie podczas konfrontacji z dżinnem, gdzie kolejne strony potrafią wyglądać wręcz efektownie.

Czytaj też: Wiedźmin dla… dzieci? Recenzja komiksu Wiedźmin. Kraniec świata
Druk również nie daje mi powodów do narzekania. Kolory są mocne, kontury pozostają czytelne nawet w najbardziej nasyconych kadrach, a większe ilustracje aż proszą się o zatrzymanie na nich wzroku na chwilę dłużej. Miękka oprawa nie daje oczywiście wrażenia albumu kolekcjonerskiego za kilkaset złotych, ale przy cenie wynoszącej niespełna trzy dyszki trudno traktować to jako wadę.
Ostatnie Życzenie jest świetnym przykładem tego, po co w ogóle robić takie adaptacje
Sama historia pozostaje oczywiście dobrze znana. Jaskier znajduje zapieczętowane naczynie i zgodnie ze swoim szczęściem doprowadza do uwolnienia dżinna. Spotkanie z magiczną istotą kończy się dla niego fatalnie, więc Geralt rusza po pomoc, która prowadzi go do Yennefer z Vengerbergu. Dalej robi się już tylko bardziej skomplikowanie, a osoby znające książkowy pierwowzór doskonale wiedzą, dokąd całość zmierza. Co ważne, ten komiks adaptuje właśnie tytułowe opowiadanie “Ostatnie życzenie”, a nie cały książkowy zbiór noszący tę samą nazwę. Jest to szósty tom serii komiksowych adaptacji poszczególnych historii Sapkowskiego.

Tutaj chyba najlepiej widać, po co właściwie powstają takie komiksy. Nie zastąpią książki. Nawet nie próbują. Sapkowski buduje bohaterów dialogami, narracją i drobnymi uwagami, których nie da się wcisnąć w kilkadziesiąt stron komiksu bez zasypania plansz chmurkami tekstu. Komiks daje jednak coś zupełnie innego – konkretną wizję. Nagle nie wyobrażamy sobie, jak wygląda pojedynek z dżinnem, reakcje Jaskra czy kolejne wiedźmińskie starcia, bo ktoś już tę pracę wykonał i przedstawił własną interpretację. Możemy ją zaakceptować albo uznać, że nasza była lepsza, ale właśnie na tym polega dla mnie największa zabawa z tą serią.
Tym bardziej że “Ostatnie życzenie” jest jednym z tych opowiadań, które na formie komiksowej tracą stosunkowo niewiele. Nadal wolę oryginał i nawet przez chwilę nie zastanawiałbym się, którą wersję polecić komuś poznającemu prozę Sapkowskiego po raz pierwszy. Jeśli jednak opowiadania znacie praktycznie na pamięć, tak jak ja, to dostajecie świetnie zilustrowaną możliwość ponownego przeżycia jednej z najważniejszych historii Geralta.
Czytaj też: Komiksy z wiedźmińskich opowiadań. Recenzja Wiedźmina i Kwestii ceny
Właśnie dlatego spośród dotychczasowych komiksowych adaptacji ta trafia do mnie wyjątkowo mocno. Nie próbuje poprawiać Sapkowskiego, nie kombinuje niepotrzebnie z fabułą i nie udaje, że kilkadziesiąt stron obrazków może zastąpić książkę. Bierze za to klasyczną historię, pozwala spojrzeć na nią oczami innych twórców i robi przy tym kawał naprawdę ładnego komiksu. Za 29,99 zł? Nie mam większych powodów do narzekania. Jeśli zbieracie wcześniejsze adaptacje, “Ostatnie życzenie” jest właściwie pozycją obowiązkową. Jeśli z kolei macie kupić tylko jeden taki album, to właśnie od tego zacząłbym poszukiwania.
