O tym, dlaczego ekipie NK nie wyszło ze Śledzikiem

Do napisania tego artykułu skłoniła mnie krótka dyskusja pod wpisem o tym, iż Facebook przegonił Google, jeśli chodzi o czas spędzony na witrynie. Poruszyliśmy tam kwestię powolnego upadku NK. Mateusz Ochman powiedział, że to przez wprowadzenie Śledzika i każdy poparł jego tezę. Wiadomo, że nie tylko mikroblog wpłynął na zmniejszanie się liczby użytkowników, ale bez wątpienia się do tego po trosze przyczynił.

Pierwsze pogłoski o powstaniu Śledzika pojawiły się w lipcu 2009 roku. Wtedy to największe polskie serwisy poświęcone nowym technologiom snuły tezy, iż ówczesna nasza-klasa.pl (a nie NK) przygotowuje się do uruchomienia własnej platformy komunikacyjnej. Potem okazało się, że powstanie mikroblog, czyli blog z krótkimi, dosłownie kilkuwyrazowymi wiadomościami, które docelowo miały trafiać do naszych znajomych.

Betatesty zakończyły się dokładnie 9 września 2009 roku (kilka dni temu stuknął roczek, ale bez większych fajerwerków) i właśnie wtedy Śledzik został uruchomiony. Co się wtedy działo to aż mi słów brakowało, dosłownie zagrzmiało na serwerach NK. Prawie wszyscy moi znajomi przeklinali tę funkcjonalność. Gdyby tylko bluźnili, to nie byłoby tak źle, ale na Śledziku zaczęły pojawiać się głupie łańcuszki w stylu: “Jeśli przekażesz to do 20 znajomych, to Śledzik zostanie usunięty” lub “Wpisz na Śledziku 5p13rd4l4j 5l3d2iu, a on zniknie ze strony głównej”. Wtedy doszedłem do wniosku, że większość ludzi, których znam, nie ma pojęcia o internecie, wiadomo przecież, że to tak nie działa. Nawet nie pomagały moje prośby – wrzucałem linki, gdzie była instrukcja, jak w prosty sposób usunąć Śledzika ze strony przy pomocy Adblocka.

Nawet po tych ekscesach ekipa NK nie przeszła załamania, wręcz przeciwnie! 15 lutego 2010 roku miała miejsce premiera pierwszego mobilnego produktu spółki z Wrocławia – Śledzik Lajt. Na “blog NK w komórce” mogliśmy przeczytać o tym, iż mikroblog został bardzo odchudzony i powinien działać na większości telefonów z wbudowaną przeglądarką i dostępem do sieci. Muszę przyznać, że witryna lajt jest bardzo ciekawie przygotowana i wygodnie się z niej korzysta, ale nie mogę powstrzymać przed zadaniem pytania – po co? Aktualnie na NK mam 271 znajomych, którzy razem wzięci wprowadzą jeden wpis na kilka dni. Często jest to po prostu automatyczna wrzutka z jakiejś gry, bądź aplikacji na stronie www, która samoczynnie generuje wiadomość.

Przeszedłem właśnie do sedna sprawy. W Śledziku był potencjał, ale nie został w ogóle wykorzystany. Teraz nie ma już na to szans, Śledzik jako marka jest po prostu spalony. Jeśli byliśmy pierwszy raz w jakiejś pizzerii, w której dostaliśmy zimną i twardą pizzę, to wiadomo, że już do niej nie wrócimy, prawda?

Śledzik nie odniósł sukcesu, ponieważ użytkownicy nie byli w stanie zrozumieć, do czego on tak naprawdę służy. NK wspomniało coś, że powstanie jakaś tam platforma komunikacyjna, która posłuży do kontaktu ze znajomymi w czasie rzeczywistym. Przeciętny użytkownik pomyślał, że mu to w ogóle nie jest potrzebne, ponieważ posiada GG, gdzie może się ze wszystkimi skontaktować. Gdyby przedstawili Śledzika, jako konkurencję dla Twittera w Polsce, to trochę inaczej by to zabrzmiało. Wtedy ten wyżej wspomniany przeze mnie przeciętny użytkownik wpisałby w wyszukiwarce “Twitter” i zobaczyłby, że z Twittera korzysta bardzo dużo osób. Doszedłby do wniosku, że to musi być modne i chce to robić. Przeczytałby na czym dokładnie polega mikroblogowanie, dowiedziałby się, że nie chodzi w tym o wysyłanie wiadomość w stylu “teraz jem obiad” albo “idę siku, będę za 5 minut, zw”.

Załóżmy, że NK zareklamowało Śledzika jako rodzimego Twittera. Przeciętny użytkownik zorientował się, na czym polega mikroblogowanie i chce zacząć korzystać z tego dobrodziejstwa, aż tu nagle ładuje mu się kłoda pod nogi. Zauważa, że Śledzik nie obsługuje tagów, czyli wyrazów poprzedzonych “#” (hash, poprzedza tagi na polskim Blipie i ogólnoświatowym Twitterze), które po umieszczeniu w wiadomości trafiają do osób subskrybujących dany tag, np.: “Nie działa mi #Android Market, co może być nie tak?” – taka wiadomość trafia do wszystkich tych, którzy obserwują tag “#android”. Moim zdaniem jest to niewyobrażalny grzech, bo ileż można rozmawiać wyłącznie ze znajomymi, prawda?

Odnoszę wrażenie, że Śledzik nie umarł zupełnie tylko dzięki sławnym osobom, którym chce się na nim pisać.

Jeśli macie swoje teorie odnośnie upadku Śledzika –  zachęcam do wpisywania komentarzy pod artykułem.