Tłumaczenie Twittera na język polski od środka. Rozmawiam z Pawłem Orzechem

Od kilku dni mamy możliwość obcowania z Twitterem w języku polskim. Sceptycznie podchodzę do tego serwisu i moim zdaniem jego wpływ na świat internetu nie jest tak duży, jak nam się wydaje. Twitter wart jest około 8 miliardów dolarów; komentatorzy twierdzą jednak, że popularny serwis mikroblogowy jest przeceniany. Kolejne felietony na zagranicznych portalach pokazują odmienne zdanie autorów: Twitter jest na przemian narzędziem doskonałym lub narzędziem, które robi wokół siebie wiele szumu, a wcale tak chętnie używane nie jest. Odstawmy ten spór na bok, bo jest to doskonały temat na dłuższy wywód. Dzisiaj nie o idei mikroblogowania, a o tym, jak wyglądało tłumaczenie Twittera “od środka”. Rozmawiam z Pawłem Orzechem, który jest “Translation Moderatorem” na Twitterze.

Łukasz Matusik: Jak dostałeś się do Teamu tłumaczy? Jak wygląda “nabór”?

Paweł Orzech: Sprawa jest prosta – tłumaczyć może absolutnie każdy. Wystarczy zalogować się na stronie http://translate.twttr.com/home, którą podawał @translator i @twitter, to tyle. Tłumaczysz podając własne propozycje lub wybierając już istniejące tłumaczenia społeczności. Po jakimś czasie otrzymujesz “w nagrodę” plakietkę na profilu – translator. Wygląda ona niezbyt urodziwie, można zobaczyć ją u mnie na profilu @pawelorzech. Tłumaczeniami zajmowałem się od kilku lat, lubię to, więc zabrałem się do intensywnej pracy nad tłumaczeniem Twittera. Pewnego dnia napisała do mnie osoba zajmująca się lokalizacją, trendami, tłumaczeniami itp. i zapytała, czy nie chcę zostać moderatorem – oczywiście się zgodziłem!

Czy jest jakiś wewnętrzny regulamin dla tłumaczy? Trzeba trzymać się określonego systemu czy panuje samowolka?

Jest jest! Począwszy od TOSu, a skończywszy na mailach od ekipy z regulaminami i kolejnymi TOSami. Jeśli chodzi o same tłumaczenia to musimy być spójni, jednomyślni i zdecydowani. Wychodziło już od nas wiele kwiatków, które potem lądowały na głównej stronie Twittera. Oczywiście osoby “nam nami” również często podają nam instrukcje odnośnie pracy.

No właśnie, chciałbym zapytać o strukturę. Jak wygląda podział na role, szefów i moderatorów?

Jest ekipa lokalizacyjna, która zajmuje się tłumaczami, moderatorami – to są nasi szefowie. Mamy oczywiście kontakt z ludźmi z innych stref (np. technicy) i głownie kontaktujemy się z nimi. Wysyłają oni nam na IRCu, Jabberze albo po prostu mailowo informacje nt. tego, nad czym będziemy teraz pracować, jaką ciekawostkę dla nas mają, co zdecydowali. Mają z nami prawie bezpośredni kontakt przez wszystkie możliwe drogi komunikacji. My jesteśmy odrobinkę nad zwykłymi tłumaczami z racji tego, że mamy władzę wykonawczą; nie mamy z nimi prawie kontaktu. Jeśli nie napiszemy do nich na Twitterze albo nie @wspomnimy ich, to nie porozmawiamy.

Rozumiem, że nadal wprowadzacie poprawki i utrzymujecie kontakt z ekipą?

Jasne. Na wprowadzeniu polskiej wersji Twitter.com się nie skończy  – są dalsze, oczywiste plany jak chociażby wersja mobilna czy aplikacje na iOS albo Androida.

Ile czasu zajęło tłumaczenie Twittera?

Około miesiąca. Dokładnie miesiąc temu dołączyliśmy do grupy moderatorów, a wczoraj wprowadziliśmy Twittera w Polsce. Chyba szybko?

Szybko, ale dlaczego tak długo czekaliśmy na rozpoczęcie tłumaczenia? Czyżby “góra” nie była zainteresowana Polską? Twitter moim zdaniem w tym momencie jest narzędziem w naszym kraju niszowym. Co ty o tym sądzisz i co sądzą ludzie z Waszego Teamu?

Dlaczego tak długo? Dobre pytanie. W centrum tłumaczeń można było proponować własne języki. Najwidoczniej ilość propozycji dla języka polskiego przekroczyła w pewnym momencie krytyczną granicę i postanowili się za niego zabrać.

Twitter u nas jest niszowy jak większość socialmediowych tworów. Może Facebook się trochę wybił i częściej pojawia się w mediach tradycyjnych. Twitter ma jednak jakieś znaczenie – ile razy czytałeś, że Radek Sikorski wspomniał o czymś na Twitterze? Aż tak źle nie jest i teraz, po wprowadzeniu polskiej wersji może będzie jeszcze lepiej. Nie wiem co sądzi o tym reszta ekipy, bo są niedostępni.

Wierzysz, że dzięki polskiej wersji językowej Twitter zacznie być częściej przez nas używany?

Coś w tym może być. Twitter jest popularniejszy niż BLIP, jeśli chodzi o ilość informacji. Podejrzewam, że więcej osób chcących założyć konto w serwisie tego typu wybierze Twittera. Oczywiście BLIP nie umrze przez to, że Twitter jest już przetłumaczony, bo BLIP jakoś nadal ma się dobrze (i fajnie, bo nie chcę z niego rezygnować). Niemniej jednak większość osób lepiej czuje się w serwisie, który kontaktuje się z nimi w przyjaznej formie i do tego w ichnim języku – to może pomóc.

Mówisz, że w tłumaczeniach często pojawiały się “kwiatki”. Możesz jakieś przywołać?

Kwiatków było sporo – począwszy od takich zwykłych, głupich błędów jak “tą listę”, przez tłumaczenie “oh snap” jako “o ku*wa!”. Użytkownicy zobaczą, że w niektórych miejscach tłumaczy poniosło i mogą pojawić się komunikaty “do stu beczek soli” czy “niech to dunder świśnie”.  Wczoraj widoczny był błąd w tłumaczeniu “user_stats:Obserwują” na szczęście w porę się zorientowaliśmy i ta wersja widoczna była tylko kilka godzin.

Widziałem, widziałem. Nie korzystam często z Twittera, ale po wprowadzeniu polskiej wersji musiałem zajrzeć. Mam ostatnie pytanie, odniosę się do Twojej wcześniejszej wypowiedzi związanej z plakietką tłumacza? To jest Wasza jedyna korzyść, jesteście wolontariuszami?

Wolontariatem nazwać tego nie możemy, bo jak się ostatnio dowiedziałem wolontariat to praca za darmo dla organizacji non-profit, a Twitter taką nie jest. Ale wiem o co chodzi. Tak, nie mamy wielu korzyści z tego tytułu, finansowych także.

Dziękuję za rozmowę. Życzę sukcesów w dalszych tłumaczeniach. :)

Paweł Orzech: Również dziękuję. ;)