Mroczny Rycerz po drugiej stronie nocy. Recenzja komiksu “Batman. Pełnia”

Wilkołak w Gotham, krew na pelerynie i Batman, który traci kontrolę. “Pełnia” to jeden z tych albumów, które wyraźnie skręcają z głównej drogi superbohaterskich opowieści w stronę horroru. Nie zawsze równo, nie zawsze subtelnie – ale z wyraźnym pomysłem i klimatem.
Batman. Pełnia

Batman. Pełnia

“Batman. Pełnia” to album osadzony poza główną ciągłością, wydany w ramach linii DC Black Label, która pozwala twórcom na odważniejsze eksperymenty z postaciami. Tym razem Bruce Wayne nie mierzy się z kolejnym gangsterem czy psychopatą z Gotham, ale z klątwą wilkołactwa. Po brutalnym ataku zaczyna tracić kontrolę nad własnym ciałem, a noc przestaje być jego sprzymierzeńcem.

Batman. Pełnia

Scenariusz napisał Rodney Barnes – twórca mający doświadczenie w mrocznych historiach telewizyjnych i komiksowych. I to czuć. “Pełnia” od pierwszych stron gra na prostych, gatunkowych nutach: narastający strach, tajemnicze morderstwa, krwawe ślady i bohater, który zaczyna podejrzewać, że sam może być potworem. To nie jest detektywistyczny Batman ani też efektowna superbohaterska jazda bez trzymanki. To raczej horror z Gotham w tle – z prostą fabułą, opartą na napięciu i stopniowym odkrywaniu prawdy.

Czytaj też: Nietoperz albo psikus. Recenzja komiksu “Batman. Nawiedzony Rycerz”

“Batman. Pełnia” – recenzja komiksu

Barnes nie komplikuje historii. Stawia na klasyczny motyw przemiany i utraty kontroli. Batman stopniowo odkrywa, że dzieje się z nim coś złego, a kolejne wydarzenia tylko podkręcają atmosferę zagrożenia. W tle pojawiają się postacie ze świata magii, w tym Zatanna oraz John Constantine, co jasno sygnalizuje, że tym razem technologia i gadżety nie wystarczą.

Scenariusz działa najlepiej wtedy, gdy trzyma się prostych środków: niepokoju, brutalnych starć i narastającej bezsilności Batmana wobec własnego ciała. Słabiej wypada w momentach, gdy próbuje wchodzić w bardziej symboliczne rejony – czasem tempo siada, a niektóre dialogi brzmią zbyt dosłownie. To jednak nadal solidna, gatunkowa opowieść, która wie, czym chce być: krótkim, mrocznym “co jeśli” z Batmanem w roli ofiary, a nie łowcy.

Batman. Pełnia

Prawdziwą gwiazdą “Pełni” jest jednak warstwa graficzna. Rysunki przygotował Stevan Subić i to one budują największy ciężar tego albumu. Jego styl jest brudny, ciężki, pełen ostrych kontrastów i deformacji. Gotham wygląda tu jak miasto wyjęte z koszmaru, a sam Batman – jak postać balansująca na granicy człowieka i bestii.

Batman. Pełnia

Subić świetnie radzi sobie z dynamiką scen akcji i momentami grozy. Kiedy pojawia się wilkołacza forma, nie ma tu miejsca na estetyczne wygładzenie – jest dziko, brutalnie i niepokojąco. To rysunki, które mogą się nie spodobać fanom “czystego” superbohaterskiego stylu, ale do tej historii pasują idealnie.

Batman. Pełnia

“Pełnia” bardzo wyraźnie odcina się klimatem od klasycznych opowieści o Mrocznym Rycerzu. Tu nie ma wielu popisów intelektu, skomplikowanych intryg ani polityki Gotham. Jest za to strach, chaos i poczucie, że bohater wymyka się sam sobie.

Batman. Pełnia

To album bardziej o przetrwaniu niż o ratowaniu miasta. Batman przez większość historii jest zagubiony, reaguje instynktownie, a nie strategicznie. Dla jednych będzie to odświeżające, dla innych – zbyt duże odejście od tego, czym “powinien” być Batman.

Batman. Pełnia

“Batman. Pełnia” to udany eksperyment z pogranicza horroru i superbohaterskiego komiksu. To nie jest “must have” dla każdego fana Mrocznego Rycerza, ale dla tych, którzy lubią jego bardziej niepokojące wcielenia – zdecydowanie pozycja warta uwagi. Jeśli chcesz zobaczyć Mrocznego Rycerza w wersji bliższej horrorowi niż komiksowi akcji, „Pełnia” spełni to zadanie.