“Krew i pazury” zbiera materiały z zeszytów z późnych lat 80. i wczesnych 90. – pierwotne wydanie amerykańskie to seria “Wolverine (vol. 2) #34-44” oraz miniserie “Wolverine: Bloodlust” i “Wolverine: Bloody Choices”. W tej kompilacji bohater przestaje być jedynie dodatkiem do opowieści o mutantach – staje się głosem, który mówi o przemocy, traumie, lojalności i samotności.
Czytaj też: Z człowieka broń, z bólu mit. Recenzja “Wolverine. Broń X”
Wolverine. Krew i pazury – recenzja komiksu
Scenariusze Larry’ego Hamy, Petera Davida, Toma Defalco, Alana Davisa i Paula Neary’ego choć momentami oscylują między kryminałem, horrorem a science-fiction – nigdy nie tracą spójności tonalnej. Każda mini-historia – od ulicznych podziemi przestępczego Madripooru, przez mroźne pustkowia Jukonu, po szaleńczy wehikuł czasu prowadzący do ogarniętej wojną Hiszpanii – ukazuje inny aspekt Logana: tropiciela, żołnierza, wygnańca. Dzięki temu “Krew i pazury” unika monotonii, za to wygrywa głębią i różnorodnością. Jednak ta różnorodność to też najpoważniejszy mankament – momentami album zyskuje charakter antologii luźno powiązanych epizodów, co może osłabiać wrażenie całościowej opowieści.

Graficznie “Krew i pazury” to mieszanka stylów: od dynamicznego i surowego Marka Silvestriego, przez klasyczną, artystyczną kreskę Johna Buscemy, po eklektyczne wizje Alana Davisa i Larry’ego Stromana. Ten kolaż podejść idealnie oddaje fragmentaryczność i chaotyczność życia Logana. Kiedy trzeba – rysunki potrafią być brutalne, bezpośrednie, niemal dokumentalne. W innych momentach – liryczne, melancholijne, gdy Wolverine pogrąża się we wspomnieniach albo odnajduje cienką linię przyjaźni lub honoru. Dzięki temu każda historia zyskuje własną tożsamość, spójną z charakterem Logana.

“Krew i pazury” nie jest lekką rozrywką. To komiks dojrzalszy, pełen ciężaru, często brutalny – i częściowo dlatego odcina się od kolorowych przygód superbohaterskich. To opowieść o samotności, o cenie, jaką płaci się za to, by być sobą – często ostrzem wysuwanym w świat pełen nienawiści, zdrady i chaosu.

Tłumaczenie polskie, wydane przez Egmont w ramach serii Marvel Classic, mieści aż 456 stron w twardej oprawie. To jednocześnie okazja, by docenić, jak bardzo zmieniał się komiks superbohaterski na przestrzeni dekad – jak rozrastała się narracja, jak ewoluowały style graficzne, jak pogłębiał się psychologiczny i moralny wymiar opowieści.

Jeśli szukasz komiksu, który zamiast ucieczki w supermoc zabierze cię w brudną, pulsującą życiem (i śmiercią) rzeczywistość – ten tom to trafiony wybór. I choć momentami fragmentaryczny, chaotyczny i brutalny, właśnie dzięki temu oddaje ducha postaci tak skomplikowanej, jak sam Wolverine.
