Jego smartwatch miał nagle rozgrzać się do ekstremalnych temperatur, pozostawiając na nadgarstku bolesną bliznę. Co gorsza, proces reklamacyjny w Apple’u ma ciągnąć się od miesięcy, nie przynosząc żadnego konkretnego rozwiązania, co stawia giganta z Cupertino w dość niekorzystnym świetle w kontekście obsługi posprzedażowej.
Traumatyczne doświadczenie z użytkowania Apple Watch
Całe zdarzenie miało miejsce jesienią 2025 roku, podczas rutynowej pracy przy laptopie. Użytkownik relacjonuje, że w pewnym momencie poczuł nagłą, przeszywającą falę gorąca dokładnie w miejscu, gdzie spód zegarka stykał się z nadgarstkiem. Reakcja była błyskawiczna – urządzenie wylądowało na biurku, ale uszkodzenia skóry zdążyły już powstać. Zdjęcia udostępnione w Internecie pokazują wyraźne zaczerwienienia i pęcherze, które układają się w charakterystyczny kształt tylnego panelu sensorów Apple Watcha. Dzisiaj, kilka miesięcy po incydencie, na ręce pechowego posiadacza wciąż widnieje wyraźna blizna, będąca pamiątką po tym feralnym popołudniu.

Interesujące – i jednocześnie irytujące dla poszkodowanego – jest podejście wsparcia technicznego Apple. Już w dniu zdarzenia przesłano do firmy dokumentację zdjęciową zarówno rany, jak i samego zegarka. Pierwsze odpowiedzi ze strony Apple sugerowały jednak, że mamy do czynienia z reakcją alergiczną skóry, a nie z usterką termiczną. Poszkodowany stanowczo odrzuca tę teorię, upierając się, że odczucie było jednoznaczne – to był fizyczny żar emitowany przez urządzenie, a nie swędzenie czy podrażnienie chemiczne.
Biurokratyczny labirynt, czyli jak (nie) załatwiać sprawy w Apple’em
Prawdziwe schody zaczęły się jednak w momencie próby fizycznego przekazania zegarka do ekspertyzy. Apple zaproponował wysyłkę urządzenia do jednego ze swoich centrów badawczych w Irlandii, aby sprawdzić, czy nie doszło do awarii baterii lub spięcia w układzie ładowania. Firma obiecała umówić kuriera po odbiór paczki, ale według relacji użytkownika, nikt się po sprzęt nie zgłosił. Kolejne próby eskalacji problemu również kończyły się fiaskiem – w tym kuriozalna sytuacja z umówioną wizytą w Genius Bar w lokalnym Apple Store, o której obsługa sklepu rzekomo nie miała żadnych informacji w systemie.
Czytaj też: Apple nareszcie skończy z 60 Hz w tańszych iPhone’ach. Nie stanie się to jednak zbyt szybko
Sprawa wciąż pozostaje w zawieszeniu, a Apple nie wydał oficjalnego oświadczenia w tej kwestii. Warto zauważyć, że przypadki faktycznych oparzeń spowodowanych przez smartwatche są niezwykle rzadkie. Większość zgłaszanych problemów skórnych zazwyczaj wynika z:
- uczulenia na nikiel lub inne metale zawarte w kopercie,
- nagromadzenia wilgoci i potu pod paskiem, co prowadzi do odparzeń,
- zbyt ciasnego zapięcia zegarka przy intensywnym wysiłku.
Jednak opis nagłego uderzenia gorąca i powstania pęcherzy sugeruje coś znacznie poważniejszego niż zwykłe podrażnienie. Jeśli doszło do usterki akumulatora, Apple powinien potraktować sprawę priorytetowo, gdyż bezpieczeństwo ogniw to temat, który w branży technologicznej zawsze budzi największe emocje.
Jeśli incydent był faktycznie wynikiem wady fabrycznej, brak szybkiej reakcji może kosztować Apple’a znacznie więcej niż tylko wymianę jednego zegarka – może kosztować zaufanie użytkowników, którzy wierzą, że ich zdrowie na nadgarstku jest zawsze pod należytą ochroną.
Źródło: Reddit
