Google Currents robi zamieszanie. Szkoda, że nie w Polsce.

Geekowskie czytniki RSS pomału odchodzić będą do lamusa. Nie wiem jak wielu z Was z nich jeszcze korzysta (tutaj sonda z pytaniem do Was), ale mogę przewidzieć pewien trend. Obecnie jesteśmy zasypywani masą informacji, próbujemy je filtrować, przyswajać w jak najlepszy dla nas samych sposób. Firmy będą wypuszczać własne wersje aplikacji podobnych do News360 czy Dinga. Połączenia Flipboarda, Feedly i wszelkiej maści filtrów będą -ba! – już są bardzo pożądane. Chcemy wiedzieć o tym, co nas interesuje i dostawać informacje w ciekawej formie. Google wychodzi naprzeciw oczekiwaniom milionów internautów.

To RSS, to czytnik prasy! Nie! To superagregator!

Nie jestem pewien, czy istnieje takie słowo jak “superagregator treści,” ale na potrzeby wpisu uznajmy, że takim superagregatorem jest nowa usługa od Google, nazwana “Currents”. Konkurent dla Fliboarda/Zite ma za zadanie dostarczać użytkownikowi informacji z przeróżnych źródeł w przejrzysty, czytelny i atrakcyjny sposób. Może się wydawać, że jest to rzecz banalna, bo taką usługę oferują już inne marki. Z początku Currents to zwykły agregator, ale jeśli przyjrzymy się mu z bliska dostrzeżemy niesamowity, drzemiący w nim potencjał.

Google Currents to aplikacja wydana na urządzenia mobilne z systemem Android lub iOS. Jest dostępna jedynie w USA tak więc nie mamy (teoretycznie, od czego jest Market Enabler :)) możliwości testowania jej w naszym pięknym kraju. Currents pozwala na wybranie posegregowanych tematycznie kanałów, które następnie prenumerujemy. Google podpisało umowę z ponad 150 wydawcami, w tym: AllThingsD, Forbesem czy CNETem, a więc baza startowa jest dość duża. Gdyby na tym skończyć można by uznać, że aplikacja jest nieco niedorozwinięta i brakuje jej piątej klepki – inżynierom z Mountain View także, gdyż większą bazę oferuje News360.

Currents bije zaś wszystkich potencjalnych konkurentów na głowę. Prócz prenumeraty serwisów z bazy możliwe jest dodawanie własnych: kanałów RSS, kanałów wideo, kanałów foto, streamu konkretnych osób/firm z Google+ czy subskrybowanych użytkowników w Readerze. Masa możliwości powoduje, że aplikacja staje się naszą prywatną, spersonalizowaną, inteligentną e-gazetą. Czytamy to, co chcemy, nie przedzieramy się przez miliard wpisów odciągających uwagę. A wszystko to polane apetycznym sosem, bo całość wygląda zaskakująco dobrze i świeżo, a stream dopasowuje się do urządzenia, więc nie ma mowy o problemach na mniejszych smartfonach. Dodatkowym atutem jest możliwość integracji usługi z serwisami społecznościowymi. Jednym słowem: kombajn.

Currents posiada jeszcze jedną, ważną dla odbiorcy funkcję. Potrafi wyświetlać na naszym tablecie czy telefonie informacje zyskujące znaczenie. Pozwala to na śledzenie wątków niezwykle istotnych. Jestem ciekaw na jakiej zasadzie są one wybierane…

Wydawcy także zyskują

Możliwe jest wydawanie własnego “streamu” w obrębie Currents. Ittechblog mógłby stworzyć i spersonalizować kanał dystrybucji, który następnie subskrybowaliby zainteresowani czytelnicy. Przypomina to nieco ofertę Legimi, w myśl której stream z blogów wydawany jest jako gazetka. Dla potencjalnych wydawców to ogromna szansa na zainteresowanie nowych czytelników, gdyż treść z serwisu może zostać przedstawiona jako zyskująca na znaczeniu. Nie wiem niestety, czy “własne serwisy” widoczne są w bazie Google. Zakładam jednak, że firma wymyśli podział na kategorie dla wydawców.

Google Currents jak już wspomniałem nie jest dostępne poza granicami USA. Nie wiadomo, kiedy usługa pojawi się w Polsce ,należy jednak zauważyć, że zebranie bazy polskich portali może nieco potrwać. Czekamy więc na polską wersję lub polski odpowiednik.