Recenzja komiksów Gothamski Nokturn – podsumowanie
Poniżej możecie znaleźć recenzje każdego tomu od razu po jego przeczytaniu. Jeśli interesuje was jednak Gothamski Nokturn jako całość, to już śpieszę z odpowiedzią. Patrząc na całość od “Uwertury” po Akt III, “Gothamski Nokturn” jest serią, która świadomie rezygnuje z wygodnego tempa blockbusteru na rzecz powolnego, gęstego snucia mitu. Najmocniej wypada tam, gdzie Gotham naprawdę staje się bohaterem, kiedy komiks opowiada o pamięci miejsca, o tym, kto ma prawo nazywać ruiny Arkham dziedzictwem i dlaczego Batman działa nie tylko jako człowiek w pelerynie, ale jako odpowiedź na lęki miasta.


Na przestrzeni pięciu tomów zdarzały się oczywiście fragmenty mniej nośne, zwłaszcza poboczne odskocznie, które nie zawsze miały równie mocny ciężar jak główny wątek, a zmienny gabaryt tomów jest raczej pokazem, że twórcy sami nie wiedzieli, gdzie dokładnie zmierzają z historią, aby odpowiednio ją podzielić. Mimo tego całość broni się konsekwencją i tożsamością – to Batman bardziej gotycki niż superbohaterski, bardziej o idei niż o gadżetach i zdecydowanie dla tych, którzy lubią, gdy komiks zostawia miejsce na interpretację zamiast podawać wszystko wprost. Jeśli ktoś kupił tę konwencję w tomie pierwszym i drugim, finał jest satysfakcjonującym domknięciem – a jeśli nie, to Akt III raczej go nie “nawróci”, tylko jeszcze mocniej pokaże, że to była seria idąca własną drogą.
Recenzja Batman Detective Comics. Gothamski Nokturn – Akt III. Tom 5
Tom 5, czyli “Gothamski Nokturn – Akt III”, to finał, w którym ta seria w końcu przestaje tylko budować klimat i zaczyna konsekwentnie go rozliczać. Wcześniej Gotham bywało ważniejsze od Batmana, a sam Bruce często znikał gdzieś na marginesie, jakby był tylko jednym z objawów choroby miasta. Tutaj ta perspektywa zostaje domknięta, bo kiedy stawką staje się nie tylko to, czy Nietoperkowi uda się wygrać kolejną noc, ale też to, czy w ogóle ma jeszcze do czego wracać, historia nabiera ciężaru. W praktyce czuć, że te zeszyty (#1081-1089) są pisane jak ostatni akt przedstawienia – mniej jest “przystanków”, więcej ruchu do przodu, a wszystkie wcześniej porozrzucane motywy zaczynają układać się w jeden, mroczny obraz Gotham jako miejsca, które potrafi zarówno rodzić legendy, jak i je pożerać.







Najbardziej działa tu pomysł na Batmana jako figurę, którą można próbować wymazać nie pięścią, a narracją, bo przez odebranie mu znaczenia, wprowadzenie wątpliwości, zaatakowanie pamięci, a na końcu podważenie sensu istnienia tegoż bohatera w roli symbolu. To komiks, który dalej lubi abstrakcję i metaforę, więc jeśli ktoś oczekuje klasycznego “rozwiąż zagadkę, pokonaj złoczyńcę, wróć do jaskini”, może odbić się od jego poetyckiego tonu. Ja jednak doceniam, że Akt III nie udaje prostszej historii niż jest – domyka wątki w sposób spójny z tym, jak ta seria była prowadzona od początku, a przy tym zostawia po sobie uczucie, że przeczytaliśmy opowieść o mieście, które próbuje samo sobie napisać przyszłość. Do tego wizualnie ten finał potrafi być hipnotyczny, bo kadry są ciężkie od cieni, architektura Gotham wygląda jak żywy organizm, a groza nie wynika z potworów, tylko z tego, jak łatwo wszystko w tym mieście może zostać “przepisane” na nowo.
Recenzja Batman Detective Comics. Gothamski Nokturn: Intermezzo. Tom 4
Jak wyeliminować Batmana nie tylko “w realu”, ale też w głowach wszystkich, którzy widzą w nim bohatera? Odpowiedź na to pytanie zapewnia czwarty tom polskiego wydania zeszytów Batman Detective Comics, w którym to samego Nietoperka jest mniej niż kiedykolwiek wcześniej.





W tym komiksie akcja skupia się na wszystkim, co dzieje się z i w Gotham, a fabuła sprowadza się do tego, jak odbić pana Wayne’a z rąk wrogów. Dostajemy też kilka historii pobocznych, ale te akurat niespecjalnie mnie do siebie przekonały. Komiks trzyma jednak poziom, kontynuuje to, co zapoczątkował tom pierwszy i… w sumie to tyle. Trudno go skrytykować, ale też trudno się nad nim zachwycać.
Recenzja Batman Detective Comics. Gothamski Nokturn: Akt II. Tom 3
Kolejna zmiana gabarytu, ale tym razem na minus, a nie na plus. Premiera trzeciego tomu Gothamski Nokturn nadeszła niespodziewanie, a komiks dostępny za 48,99 złotych w promocyjnej cenie kontynuuje historię z pokaźniejszego drugiego tomu. Tym razem zamiast 216 stron mamy do dyspozycji stron 168 w tym samym formacie 16,7×25,5 cm, a stylistycznie komiks nie odbiega od poprzedników, a zwłaszcza tomu drugiego, choć sama fabuła skupia się już na czymś innym.





W tym komiksie poznajemy kolejne szczegóły nowoprzybyłych do Gotham, ale główny wątek obraca się naturalnie koło Batmana, który tym samym musi stawić czoła potworom z przeszłości. W tym akurat elemencie komiks jest bardzo abstrakcyjny. Pozostawia wiele miejsc do własnej interpretacji, a to akurat plus w momencie, kiedy historia Batmana i jego droga do miejsca, w którym się znalazł, nie jest wam obca. Urzekł mnie zresztą sposób przedstawienia tego, jak demony walczą o Batmana w jego umyśle, bo jest to fenomenalne spojrzenie na to, jak traumy z przeszłości możemy wykorzystać jako narzędzie. Jest to jednak układanka, której elementy każdy z nas musi spasować już samodzielnie i tylko dla tej przygody warto dać komiksowi szanse.
Recenzja Batman Detective Comics. Gothamski Nokturn: Akt I. Tom 2
Jeszcze grubszy i jeszcze lepszy. Tak w skrócie można opisać drugi tom serii Batman Detective Comics, w którym to dostajemy poniekąd trzy delikatnie łączące się ze sobą historie. Batman spada w nich na drugi plan, bo najwięcej czasu autorzy poświęcili przede wszystkim miastu Gotham oraz jego sekretom. Na łamach tego komiksu dowiadujemy się, czym tak naprawdę jest Batman dla swojego miasta i co dokładnie ma on wspólnego z jego przeszłością. Wiele stron poświęcono też postaci Two-Face oraz Mister Freeze, ale ich historie nie pozostają nam w głowie tak dobrze, jak opowieść o jednym z najbardziej rozpoznawalnych duetów w uniwersum DC, a więc Batmanie oraz Gotham.





Batman Detective Comics. Gothamski Nokturn: Akt I. Tom 2 jest o dobre 50% grubszy od poprzedniego tomu, bo zawiera 216 stron w miękkiej oprawie ze skrzydełkami, a w praktyce zawiera materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach „Detective Comics” #1066–1070 oraz „Detective Comics 2022 Annual” #1. Jeśli zastanawiacie się, czy warto po niego sięgnąć, to zapewniam, że jeśli pierwszy tom wam się spodobał, to z drugim nie będzie inaczej.
Batman Detective Comics – Gothamski Nokturn: Uwertura. Tom 1, czyli problemy bogatego superbohatera
Czy kiedykolwiek damy Batmanowi umrzeć? Miliarder, który zawdzięcza swoje “supermoce” cyferkom w banku, to postać, która zajmuje szczególne miejsce w uniwersum DC, zmuszając mnie regularnie do zastanawiania się, jak to jest, że taki jegomość może stawiać czoła m.in. Supermanowi, a nawet zarządzać całą zgrają superbohaterów. Tyle tylko, że superbohaterowie się nie starzeją, a Batman, to tylko człowiek ze sprzętem i w świetnej kondycji, a to właśnie ten temat wdraża nas w historię przedstawioną w komiksie/albumie Gothamski Nokturn: Uwertura. Tom 1.
Czytaj też: Batman w wydaniu The Boys, czyli recenzja komiksu Flashpoint. Powrót



Gothamski Nokturn: Uwertura. Tom 1 to 144-stronnicowa przygoda na dwa, góra trzy posiedzenia, która zabiera nas do Gotham i przedstawia poczynania nie tylko Batmana, ale też słynnego komisarza na emeryturze. Wrogów tradycyjnie im nie brakuje, ale tym razem nie jest to byle superzłoczyńca, a królewska rodzina, roszcząca sobie prawo do ruin Arkham. Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w amerykańskich zeszytach „Detective Comics” #1062–1065 i zważywszy na klimat, świetną oprawę wizualną oraz ślizganie się po dorosłych tematach, ewidentnie jest wart naszej uwagi. Spotkałem się w nim zresztą pierwszy raz z pomysłem przedstawiania dłuższych wypowiedzi nie na grafikach, a miniaturowych sekcjach tekstu, co można uznać albo za lenistwo ze strony twórców, którzy koniecznie chcieli przedstawić więcej historii w formacie komiksowej, albo próbę wręcz “uksiążkowienia” komiksu.
