Lady Baltimore. Królowe Czarownic. Tom 1 to kontynuacja historii tego samego autora z dwóch tomów pod tytułem Baltimore, ale jak wiecie (a może i nie), dochodzi w niej do zmiany głównego protagonisty. Jeśli zresztą nie czytaliście właśnie tych dwóch tomów, to po Lady Baltimore. Królowe Czarownic. Tom 1 nie macie co sięgać. Nie tylko przez brak ciągłości fabuły, ale też spadek jakości. Innymi słowy, z tego komiksu zachwycony specjalnie nie byłem.
Leciwa bohaterka jadąca na sławie męża i wszechobecne zaskoczenia z czapy
Komiksy akcji rządzą się własnymi prawami – to oczywiste. Jednak dobra historia, to po prostu dobra historia, ale kiedy w opowieści występuje zbyt wiele kompletnie nieprzewidywalnych zwrotów akcji, to nie można określić jej mianem dobrej. Na tym właśnie cierpi komiks Lady Baltimore. Królowe Czarownic. Tom 1, który może i cieszy oko, a na dodatek ma w sobie ducha pierwowzoru, ale jest zadziwiająco nierówny graficznie i miałki fabularnie.
Czytaj też: Recenzja komiksów z serii Batman Detective Comics. Gothamski Nokturn


Wszystko zaczyna się od głównej postaci – żony nieżyjącego już lorda Baltimore, która realizuje dalej doskonale znaną nam misję “walki ze złem”. Problem w tym, że jako czytelnicy jesteśmy rzucani na głęboką wodę i nawet nie możemy zapoznać się z tytułową lady Baltimore i w ogóle “poczuć”, jaką protagonistką jest. Szczerze zresztą? Wydaje się być zbyt mało charyzmatyczna czy nawet charakterystyczna i odnoszę wrażenie, że autorzy nawet niespecjalnie chcieli o to zadbać. Nawet jak na komiks, gdzie trzeba przymykać oko na pewne skróty i półśrodki (to opowieść graficzna, a nie książka na setki stron), jest to błąd, którego trudno w ogóle wytłumaczyć.
Czytaj też: Recenzja komiksów Wojny i smoki. Czy Kongamato. Tom 3 jest wart naszego czasu?

Szkoda, bo sprawę załatwiłaby zarówno typowa ekspozycja w ramach pierwszego rozdziału w formie “przypominajki przeszłości” albo po prostu solidny kawał wstępu do fabuły w formie mini-historyjki, który nie będzie wychodził z założenia, że czytelnik wie już wszystko o tym uniwersum. Pamiętajmy bowiem, że choć “Baltimore” jest już stary, to komiks Lady Baltimore. Królowe Czarownic stanowi dopiero pierwszy tom serii, a nie bezpośrednio wskazywaną w nazwie kontynuację. Zważywszy na zmianę protagonisty oraz inną formę wydań (znacznie krótsze zbiory), jestem prawie pewny, że wielu czytelników sięgnie po ten komiks bez tej kluczowej wiedzy.

Czytaj też: Recenzja komiksu Cyberpunk 2077 Kickdown
Jeśli jednak nie poczujecie się wrzuceni na głęboką wodę, a obecność w jednym zdaniu “Golem i Mignola” już coś wam mówi, to z całą pewnością będziecie się bawić dobrze, ale nie tak dobrze, jak za “czasów świetności” lorda Baltimore.
