Recenzja komiksu Cyberpunk 2077 Psycho Squad. Mniejsze zło i cyberpsychoza

Recenzja komiksu Cyberpunk 2077 Psycho Squad. Mniejsze zło i cyberpsychoza

Komiksy z serii Cyberpunk nie przestają mnie pozytywnie zaskakiwać swoją jakością oraz historią w niskiej cenie rzędu 29,99 złotych. Nie inaczej jest z najnowszym komiksem Cyberpunk 2077 Psycho Squad, który zadebiutował na polskim rynku i zawiera cztery oryginalne zeszyty pierwotnie napisane w języku angielskim.

Cyberpunk 2077 od zawsze miał w cyberpsychozie temat wdzięczny, ale też bardzo łatwy do spłycenia. Na najbardziej powierzchownym poziomie cyberpsychol to przeciwnik. Ktoś zbyt mocno wszczepiony w metal, zbyt szybki, zbyt opancerzony, zbyt niebezpieczny i zbyt daleko od człowieczeństwa, żeby policja mogła potraktować go jak zwykłego przestępcę. W grze często poznawaliśmy ich przez krótkie zlecenia, ślady tragedii, komunikaty Reginy i moment konfrontacji, w którym trzeba było zdecydować, czy strzelać do końca, czy próbować zostawić ciało przy życiu.

MaxTac nie przychodzi ratować ludzi. Przychodzi sprzątać po Night City

Psycho Squad robi z tego znacznie ciaśniejszy i bardziej bezpośredni temat. Cyberpsychoza nie jest tutaj tylko fabularnym pretekstem do efektownych scen akcji. Jest pytaniem o to, gdzie w Night City właściwie kończy się człowiek, a zaczyna narzędzie. Problem polega na tym, że w tym mieście prawie nikt nie ma komfortu zatrzymania się przed tą granicą. Korporacje pchają ludzi do ulepszeń, ulica wymusza brutalność, bieda zabiera alternatywy, a ciało staje się sprzętem, który można przeciążyć tak samo jak broń, samochód albo implant bojowy.

Czytaj też: Recenzja komiksu Cyberpunk 2077 Kickdown

Właśnie dlatego MaxTac pasuje do tego tematu idealnie. To nie jest zwykła policja specjalna. Jest to bardziej jednostka, która istnieje dlatego, że Night City samo produkuje potwory, a potem potrzebuje kogoś, kto będzie je likwidował w spektakularny i możliwie szybki sposób. Tyle że Psycho Squad od początku sugeruje coś znacznie brzydszego, bo MaxTac nie jest rozwiązaniem problemu cyberpsychozy. MaxTac jest częścią tego samego mechanizmu.

Najciekawsze w całej formacji MaxTac zawsze było dla mnie to, że ma ona w sobie coś podejrzanie symetrycznego wobec cyberpsycholi. Na papierze stoi po stronie porządku. W praktyce działa jak legalna wersja tej samej przemocy, którą ma powstrzymywać. Członkowie oddziału są uzbrojeni, zmodyfikowani, wyszkoleni do kontaktu z najgorszymi przypadkami i funkcjonują w świecie, w którym granica między kontrolowaną brutalnością a utratą kontroli jest cienka jak modliszkowe ostrze.

Psycho Squad rozumie ten paradoks bardzo dobrze. Komiks nie próbuje robić z MaxTac superbohaterskiej jednostki ratunkowej. Nie sprzedaje ich jako drużyny twardzieli, którzy wpadają w ostatnim momencie, neutralizują zagrożenie i wychodzą w świetle policyjnych reflektorów. Ten oddział wygląda raczej jak narzędzie do sytuacji, w których miasto już przegrało. Kiedy MaxTac pojawia się na miejscu, zwykle nie chodzi o ratunek w czystym sensie. Chodzi o ograniczenie strat.

Właśnie w tym tkwi siła komiksu. Psycho Squad nie musi tłumaczyć czytelnikowi, że Night City jest złe, skorumpowane i chore. Zamiast tego pokazuje ludzi, którzy zostali wyznaczeni do walki z najbrzydszymi objawami tej choroby. Problem polega na tym, że sami wyglądają jak jej zaawansowane stadium. To świetnie, bo w tym uniwersum system nigdy nie leczy człowieka. System najwyżej przerabia go na skuteczniejszy element własnej infrastruktury.

Historia działa, bo nie udaje wielkiej epopei

Psycho Squad nie jest komiksem, który próbuje opowiedzieć nową sagę o Night City, dorzucić kluczowy rozdział do świata Cyberpunka 2077 albo zastąpić grze pełnoprawny dodatek fabularny. Na szczęście. Największą zaletą komiksów z tej serii nadal pozostaje skala. To krótkie, zwarte historie, które biorą jeden wycinek uniwersum i dociskają go mocniej, zamiast rozlewać się na zbyt wiele wątków.

Czytaj też: W świecie pełnym iluzji wszystko jest kłamstwem. Recenzja komiksu Cyberpunk 2077: Blackout

Tutaj tym wycinkiem jest praca jednostki wysyłanej tam, gdzie zwykła policja nie wystarcza. Punkt wyjścia jest prosty: MaxTac zostaje rzucony przeciwko cyberpsychozie, która szybko okazuje się czymś więcej niż kolejnym przypadkiem szału po wszczepach. Budynek, zakładnicy, infrastruktura, sieć, zagrożenie rozpisane nie tylko na ciało przeciwnika, ale też na całą przestrzeń wokół niego. To dobry pomysł, bo cyberpsychoza w takim wydaniu przestaje być wyłącznie fizycznym zagrożeniem. Staje się sytuacją kryzysową, w której technologia, architektura i ludzkie życie zostały połączone w jeden mechanizm przemocy.

Komiks najlepiej działa wtedy, gdy zostawia czytelnika z poczuciem, że nikt tutaj nie ma luksusu bycia normalnym. Cyberpsycho jest oczywistym zagrożeniem, ale MaxTac też nie wygląda jak zdrowa odpowiedź zdrowego społeczeństwa. To raczej kolejny poziom eskalacji. Night City nie pyta, dlaczego ludzie pękają. Night City pyta, ile amunicji potrzeba, żeby posprzątać po kolejnym pęknięciu.

Najlepszy Cyberpunk zaczyna się wtedy, gdy nie ma dobrego wyjścia

Lubię te komiksy właśnie dlatego, że w najlepszych momentach nie traktują Cyberpunka 2077 jak galerii neonów, wszczepów i futurystycznych spluw. Night City jest atrakcyjne wizualnie, ale gdy historia zatrzymuje się wyłącznie na atrakcyjności, szybko robi się płaska. Psycho Squad idzie w lepszym kierunku, bo bierze rzecz z pozoru efektowną (elitarną jednostkę od cyberpsycholi) i pokazuje ją jako coś brudniejszego.

MaxTac w takim ujęciu jest idealnym tematem na komiks, bo łączy akcję z moralnym dyskomfortem. To formacja, której obecność może ocalić ludzi, ale sam fakt jej istnienia mówi o mieście coś fatalnego. Jeśli społeczeństwo potrzebuje oddziału zmodyfikowanych specjalistów do regularnego tłumienia przypadków technologicznego załamania człowieka, to problem nie leży tylko w jednostkach. Problem jest systemowy.

Komiks dobrze korzysta z tej dwuznaczności. Nie musi zatrzymywać akcji co kilka stron, żeby wygłaszać komentarz społeczny. Wystarczy sam dobór perspektywy. Gdy oglądamy Night City oczami tych, którzy mają walczyć z najbardziej ekstremalnymi skutkami cybernetycznego przeciążenia, automatycznie zaczynamy pytać, czy ktokolwiek w tym świecie jest jeszcze po właściwej stronie granicy. Cyberpsycho przekroczył ją jawnie. MaxTac stoi przy niej zawodowo.

To bardzo dobry komiks za tę cenę

Największą zaletą polskich wydań komiksów z serii Cyberpunk 2077 pozostaje relacja ceny do jakości. Za około trzydzieści złotych dostajemy kompletną, zwartą historię, a nie wybrakowany dodatek do gry ani produkt udający coś większego, niż jest w rzeczywistości. Psycho Squad wpisuje się w ten trend bardzo dobrze. Warto też docenić, że seria komiksowa nie ucieka ciągle do najprostszych rozwiązań. Jasne, można byłoby przez lata sprzedawać kolejne historie o najemnikach, pościgach, zdradach i korporacyjnych przekrętach. Psycho Squad pokazuje jednak, że w tym świecie nadal jest sporo miejsc do dopowiedzenia. MaxTac był obecny w świadomości graczy, Edgerunners tylko wzmocniło jego aurę bezwzględności, ale dopiero taka historia pozwala zatrzymać się przy tej formacji na dłużej.

Czytaj też: Taki właśnie ma być Cyberpunk. Recenzja komiksu Cyberpunk 2077 Słowo Honoru

Czy komiks ma wady? Tak, bo przy czterech zeszytach trudno rozwinąć każdy wątek z taką siłą, jakiej bym chciał. Część postaci mogłaby dostać więcej miejsca, a sama idea MaxTac aż prosi się o jeszcze głębsze wejście w psychikę ludzi, którzy zawodowo polują na tych, którzy pękli pod ciężarem wszczepów. Miałem momentami wrażenie, że pod powierzchnią leży materiał na jeszcze mocniejszą, bardziej duszną historię. Z drugiej strony format jest formatem. Psycho Squad ma być zwartą opowieścią i w tej roli działa wzorowo.