Tony Stark bez pieniędzy, własnej firmy i dostępu do części technologii, dzięki której stał się jednym z najpotężniejszych superbohaterów Marvela? Brzmi jak świetny punkt wyjścia do historii o człowieku, który musi ponownie udowodnić, że jest kimś więcej niż tylko miliarderem w zaawansowanej zbroi. Właśnie na tym pomyśle Gerry Duggan oparł pierwszy tom “Niezwyciężonego Iron Mana”, który po przeczytaniu pozostawił mnie z mieszanymi uczuciami.
Z jednej strony w komiksie Niezwyciężony Iron Man. Tom 1 otrzymałem interesującą opowieść z fenomenalną oprawą wizualną, ale z drugiej trudno mi pozbyć się wrażenia, że scenarzysta nie wykorzystał w pełni potencjału historii, którą sam postanowił opowiedzieć.

Niezwyciężony Iron Man, czyli od bohatera do zera
Początek komiksu nie pozostawia złudzeń, że Tony Stark znalazł się w jednym z najtrudniejszych momentów swojego życia. Po wydaniu ogromnego majątku na usunięcie niebezpiecznej technologii z rynku próbuje jakoś odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale tragiczna eksplozja w jego pracowni, śmierć niewinnej kobiety i kolejne próby zamachów sprawiają, że jego sytuacja staje się wręcz beznadziejna. Na dodatek pojawia się Feilong, który przejmuje kontrolę nad firmą Starka i zamierza wykorzystać jego wynalazki do realizacji własnych celów.

Muszę przyznać, że właśnie sam Feilong przypadł mi do gustu. Zamiast kolejnego przeciwnika, który próbuje pokonać Iron Mana potężniejszą zbroją, dostajemy człowieka uderzającego w fundamenty jego dotychczasowego życia. Przejęcie technologii Starka ma też znacznie poważniejsze konsekwencje, ponieważ Feilong jest związany z organizacją Orchis, prowadzącą walkę z mutantami. W ten sposób osobisty dramat Tony’ego zaczyna przeradzać się w część większego konfliktu, a wizja wykorzystania jego wynalazków do budowy nowych Sentineli dodatkowo podnosi stawkę.
Problem w tym, że Duggan miejscami zbyt mocno polega na kolejnych nieszczęściach, zamiast odpowiednio rozwijać ich konsekwencje. Dobrym przykładem jest już sama eksplozja w pracowni i śmierć sąsiadki Starka. Tragedia stanowi mocne otwarcie, ale zanim zdążymy w pełni odczuć jej znaczenie, historia coraz bardziej koncentruje się na następnych zagrożeniach. Podobnie wygląda kwestia przejęcia firmy przez Feilonga, bo choć sama intryga jest interesująca, to tempo wydarzeń wymaga od czytelnika zaakceptowania kilku wygodnych dla scenarzysty rozwiązań. Nie wszystkie wątpliwości traktowałbym jako rzeczywiste błędy fabularne, ale zdecydowanie zabrakło mi tutaj dokładniejszego przedstawienia pewnych zależności.
Problemy Tony’ego Starka stają się… problemem czytelnika
Najbardziej rozczarował mnie jednak sposób przedstawienia psychiki głównego bohatera. Duggan sięga po naprawdę poważne kwestie, bo Tony musi zmierzyć się z poczuciem winy, uzależnieniem, utratą majątku oraz świadomością, że jego technologia może zostać wykorzystana do prześladowania niewinnych ludzi. Jest więc o czym opowiadać, ale scenarzysta zdecydowanie zbyt często ogranicza się do przypominania, jak bardzo Stark ma przechlapane.
Czytaj też: Geralt znowu robi to, co wychodzi mu najlepiej. Recenzja “Niedźwiedź i motyl”

Szczególnie odczuwalne jest to w narracji prowadzonej z perspektywy Tony’ego, który postanawia spisać autobiografię. Początkowo takie rozwiązanie sprawdza się bardzo dobrze, bo pozwala spojrzeć na jego przeszłość i błędy z osobistej perspektywy. Z czasem jednak kolejne rozważania zaczynają krążyć wokół podobnych problemów. Stark doskonale wie, że nie jest idealny, pamięta swoje porażki i zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele stracił. Tylko ile razy czytelnik musi jeszcze o tym usłyszeć?
Dodatkowo przeszkadzał mi okazjonalnie infantylny charakter historii. Nie oczekuję oczywiście, że Iron Man nagle przestanie żartować, bo ironia i specyficzne poczucie humoru od zawsze stanowiły ważną część jego osobowości. Jednak przechodzenie od poważnych rozważań o własnym upadku do znacznie lżejszych scen, zwłaszcza tych związanych z relacją Tony’ego i Emmy Frost, nie zawsze wypada naturalnie. W rezultacie historia potrafi być jednocześnie dramatyczna i zaskakująco lekka, ale niekoniecznie w sposób, który dobrze służy przedstawionym wydarzeniom.
Rysunki wynagradzają niedociągnięcia scenariusza
Na szczęście oprawa wizualna stoi na naprawdę wysokim poziomie. Juan Frigeri, wspierany przez Andreę Di Vito oraz kolorystów, zadbał o to, żeby „Niezwyciężony Iron Man” zachwycał zarówno widowiskowymi scenami walk, jak i spokojniejszymi momentami. Szczególnie dobrze wypadają szczegółowe przedstawienia pancerzy i zaawansowanej technologii, a także odpowiednio czytelne kadrowanie podczas dynamicznych konfrontacji.
Czytaj też: Recenzja komiksu Wiedźmin Ostatnie Życzenie. Klasyk w świetnym wydaniu

Co jednak najważniejsze, oprawa nie ogranicza się do pokazywania efektownych eksplozji. Już początkowe fragmenty, w których Stark wspomina własną przeszłość i stopniowo traci kontrolę nad swoim życiem, pokazują, że Frigeri potrafi równie skutecznie przedstawiać emocje bohatera. Odpowiednia mimika, kompozycja kadrów i kolorystyka sprawiają, że niektóre sceny mają większy ciężar, niż sugerowałyby same dialogi. Pod tym względem trudno mi komiksowi cokolwiek poważnego zarzucić.
Czy warto przeczytać Niezwyciężony Iron Man. Tom 1?
Mimo wszystkich zastrzeżeń pierwszy tom „Niezwyciężonego Iron Mana” oceniam pozytywnie. Historia jest ciekawa, Feilong stanowi interesujące zagrożenie, a stopniowe włączanie w wydarzenia Emmy Frost oraz konfliktu z mutantami sprawia, że z przyjemnością sięgnę po kontynuację. Trzeba jednak pamiętać, że powiązanie z „Upadkiem X” może pozostawić pewne niedomówienia u osób, które nie śledzą na bieżąco historii X-Men.
Czytaj też: Recenzja komiksu Murena, czyli Starożytny Rzym z nieco innej strony
Największy problem tego komiksu sprowadza się dla mnie do różnicy między skalą przedstawionych wydarzeń a ich rzeczywistym ciężarem emocjonalnym. Tony Stark stracił praktycznie wszystko, ale Duggan nie zawsze potrafi sprawić, żebyśmy odpowiednio odczuli konsekwencje jego upadku. Znakomite rysunki oraz interesujący kierunek fabuły sprawiają jednak, że trudno uznać ten album za rozczarowanie. Jest to po prostu dobry początek większej historii, po której oczekiwałem nieco więcej. Pozostaje mieć nadzieję, że drugi tom wykorzysta przygotowany potencjał i zamiast ponownie przypominać o problemach Iron Mana, pokaże, jak bohater rzeczywiście sobie z nimi poradzi.
